WYDAWNICTWA CYFROWE ZAWSZE TAM,GDZIE TY

Wydawnictwa cyfrowe to rzeczywiście współczesna rewolucja.Subiektywny Blog poświęcony informacjom i nowościom publikacji elektronicznych pozwalającym zabieganym wykorzystywać maksymalnie czas bawiąc i ucząc,dają niewidomym i niedowidzącym nieograniczony dostęp do wiedzy oraz ograniczają degradacje naszego niepowtarzalnego środowiska.O tym wszystkim piszę.

kontakt ; wydawnictwacyfrowe@gmail.com





Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiady. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 maja 2014

Janusz L. Wiśniewski - jak wydać książkę i eBooka


Jak powstaje książka i ebook "od kuchni" - czyli o nowej powieści Janusza L. Wiśniewskiego i wydawnictwa Wielka Litera (rozmowa z Autorem)


Napisanie książki i wydanie jej w formie papierowej czy cyfrowej to skomplikowany proces, którego przebieg zależy w dużej mierze od autora i wydawnictwa. Zapytaliśmy Janusza L. Wiśniewskiego, który w wydawnictwie Wielka Litera wydał właśnie książkę pt. "Grand", jak wygląda publikacja.
Janusz Leon Wiśniewski - magister fizyki i ekonomii, doktor informatyki, doktor habilitowany chemii, na co dzień pracownik międzynarodowej firmy związanej z IT, naukowiec i wynalazca. Mieszka we Frankfurcie nad Menem. Ojciec dwóch córek. Umysł ścisły i jednocześnie pisarz. Dla niektórych to egzotyczne połączenie.
"Grand" to pierwsza od półtora roku powieść, na którą czekają czytelnicy. Czekam z wypiekami na twarzy - pisze Anastazja na facebooku autora, Kiedy wreszcie będzie ten dzień? - emocjonuje się inna. Cały proces wydawniczy zaczyna się od osobowości twórcy - stwierdzamy zgodnie. Jak zatem powstaje bestseller?
Na początku jest pomysł
Autor rozpoczyna pracę na długo przed choćby zarysem swojej książki. Januszowi L. Wiśniewskiemu pomysł napisania o sopockim Grand Hotelu przyszedł po licznych pobytach w hotelach.
Długo nosiłem się z zamiarem napisania takiej książki. Wiele podróżuję, zarówno z powodów naukowych, jak i literackich. Nocowałem w ponad dwóch tysiącach hoteli -  na pięciu kontynentach, w 44 krajach, w miastach, miasteczkach, wsiach, na pustyniach, w dżunglach, parkach narodowych, lodowcach. W hotelach - moim zdaniem – się nie mieszka. Jedynie się zatrzymuje. Często podczas tych "zatrzymań" dochodzi do wydarzeń niezwykłych. Brałem w takich udział. Obserwowałem. Pomyślałem, że warto to opisać. Ubrać w powieść – opowiada autor.
Sopocki Grand Hotel jest dodatkowo ciekawym obiektem do opisania, ma bardzo długą historię, gościł wiele sław, w tym prezydentów, gwiazdy filmowe, a nawet Adolfa Hitlera. Pewnie dlatego jest dobrym tłem dla akcji powieści. Autor odwiedził archiwum hotelowe i inne miejsca związane z zabytkiem, zebrał dużo interesujących materiałów - wszedł w atmosferę hotelu. Dzięki temu otoczenie pojawiające się w książce jest historyczne, postacie natomiast - fikcyjne.
Konkretyzacja idei, czyli na fali pomysłu
Autor przelewa na papier pierwszą koncepcję książki - zarys fabuły, kluczowe informacje o postaciach, czyli kim są, jakie mają charakterystyczne cechy, jak mówią i jak się ubierają. Taki dokument trafia do wydawnictwa. W przypadku książki „Grand” znalazła się w nim esencja fabuły, czyli 6 splatających się ze sobą historii, które mają miejsce właśnie w sopockim Grand Hotelu. Jest kobieta porzucona przez kochanka, który czuł, że nie dorasta jej do pięt, jest bezdomny i historia jego życia, historia partyjniaka z PRL-u, a nawet nazisty z okresu II wojny światowej. Wiele skomplikowanych losów, które przeplatają się właśnie w Grand Hotelu.
W wydawnictwie
W wydawnictwach na stanowiskach odpowiedzialnych za dobór tytułów, pracują osoby z wieloletnim doświadczeniem - wydawca i redaktor naczelny, którzy posiadają kompleksową wiedzę na temat tego, co czyta się w Polsce, co sprzedaje. Dodatkowo nieliczni potrafią kreować trendy. Kupuje się też prawa do książek, które sprzedały się za granicą albo po prostu takie, które podpowiada im „branżowa intuicja”. Są autorzy, których nazwiska są marką samą w sobie - wówczas wydawnictwa same biją się o ich względy. Z pewnością do takich należy Janusz L. Wiśniewski, który pierwszą od 2 lat powieść powierzył młodemu i prężnemu wydawnictwu Wielka Litera, z którym współpracował już przy jednym ze swoich wcześniejszych projektów literackich. Pomysł na miejsce akcji, w Sopocie, w kultowym hotelu, od razu spotkał się z aprobatą działu handlowego i promocji - one bowiem określają na ile książka ma potencjał, by zainteresować odbiorców. Od razu powstał zarys planu książki. Ponieważ jest ona niezwykła, powstawała trochę dłużej niż standardowo. Pierwsze działania podjęto we wrześniu zeszłego roku, realizacja trwała 8 miesięcy.
Teraz powstanie książka!
Janusz L. Wiśniewski jest wymarzonym partnerem do współpracy z wydawnictwem - zawsze oddaje kolejne części tekstu zgodnie z harmonogramem i aktywnie uczestniczy w każdym etapie powstawania książki. Autor zdradził nam sekret swojej terminowości. Polega on na tym, że pracuje metodycznie, codziennie, wieczorami, praktycznie nigdy sobie nie odpuszcza.
Moje pisanie jest bardzo uporządkowane, nie podlega tzw. wenie lub natchnieniu. Moje książki są najpierw rozrysowane na schematy blokowe. Tak jak programy chemiczne, które piszę. Historia przesuwa się po tych schematach. Ale tylko przesuwa. Pęcznieje pod wpływem chwili, nastroju, zasłyszanej muzyki, spotkanych ludzi w windzie. Piszę książki także w windzie, na przystanku tramwaju, pod prysznicem. Wszędzie, gdzie jest ze mną mózg. A jak dotychczas zauważyłem -  jest wszędzie - opowiada autor.
W poniedziałek, wtorek, do środy piszę w biurze (najczęściej gdy zapada zmrok). We czwartek po pracy lecę jakimś samolotem - na przykład do Poznania lub Sankt Petersburga - i piszę na miejscu 21A Lufthansy. Piszę wszędzie, "po godzinach". W godzinach także piszę. Programy komputerowe. Dotychczas nie zdarzyło mi się, aby pisanie mi nie szło. Zasiadam do pisania tylko wówczas, kiedy czuję takie pragnienie. A to jest najlepsza motywacja. – dodaje.
Przerabiamy, poprawiamy - nie jest łatwo ...
Skończony manuskrypt w pliku Word trafia do redaktora. Autorzy mają zwykle w wydawnictwach sprawdzonych redaktorów. Współpraca rozpoczyna się już na etapie zgłoszenia pomysłu, redaktor czuwa nad każdym kolejnym fragmentem dosłanym przez autora. Rekomenduje zmiany, sprawdza fakty, spójność fabuły, zwraca uwagę na niedokończone wątki.
Po zakończeniu procesu sugerowania i poprawiania autor akceptuje ostateczną wersję tekstu. Następnie wydawca i dział promocji, pracują nad okładką, omawiają tytuł. W każdym z tych etapów autor może mieć większy lub mniejszy udział, w zależności od swoich preferencji. Janusz L. Wiśniewski to autor, który aktywnie angażuje się w swoje książki i pewnie dzięki temu odnoszą one na polskim rynku tak duży sukces. W książce „Grand” zaproponował dodanie zdjęć ilustrujących każdą z 6 wspomnianych historii. Wykonał je fotograf Marcin Biedroń, który wcześniej omówił ich koncepcję z Autorem. Zdjęcia są zmysłowe i intrygujące.
Czas wydać bestseller!
Na koniec następuje obróbka techniczna materiału, czyli łamanie i korekty. Graficy projektują okładki, a najlepszą wyłania kolegium redakcyjne. Przy okładce „Grandu” wydawnictwo Wielka Litera zorganizowało konkurs, w którym udział wzięło kilku najlepszych grafików w branży. Wyłonione 2-3 propozycje były konsultowane z dużą grupą osób. Zazwyczaj drukuje się atrapy, zmienia, kombinuje i po kilkunastu dniach wreszcie udaje się wypracować okładkę, którą akceptują osoby biorące udział w projekcie, na czele z Autorem. Na okładce znalazły się również najważniejsze informacje dotyczące książki i hasła promocyjne.
Złożona książka idzie do druku i jednocześnie do konwersji na wersję ebookową, którą wykonują wyspecjalizowane firmy takie jak Virtualo. Materiał jest konwertowany, tym razem na formaty cyfrowe EPUB i MOBI obsługiwane przez czytniki ebooków, Kindle, smarfony, tablety. Często ebook ukazuje się jeszcze przed książką papierową jako przedpremiera.
Następnie wydrukowane egzemplarze książki wędrują do dystrybucji. Zwykle wcześniej trwa już przedsprzedaż najważniejszych tytułów i pojawiają się pierwsze sygnały z rynku, jak została przyjęta przez czytelników. Co do „Grandu” mamy już pewność - to będzie to hit!
Zapraszamy do księgarni EMPIK, księgarni cyfrowej Virtualo.pl oraz do zabawy na Facebooku. Janusza L. Wiśniewskiego będzie można spotkać na Targach Książki w maju, na spotkaniach autorskich w Warszawie i Sopocie.
Informacja prasowa

czwartek, 9 stycznia 2014

Kwartalnik - Świt_ebooków - darmowe e-wydanie ePub, PDF, Mobi


"Świt ebooków" - jesień 2013.

Pierwszy numer naszego kwartalnika tak precyzyjnie sprofilowany. Jak zawsze - ZA DARMO!

Temat główny numeru - to debiut literacki w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu.

Przeczytacie wywiady z debiutantami, recenzje debiutanckich utworów, analizy rynku wydawniczego, opinie debiutantów i... o debiutantach, a jako dodatek - trzy darmowe opowiadania, oczywiście autorstwa naszych Debiutantów.

I - dla wszystkich zainteresowanych - oficjalne ogłoszenie naszego konkursu na powieść kryminalną!

Zainteresowanych zapraszamy - warto powalczyć o nagrody i (co najważniejsze) warto dać się ocenić trzynastu "praktykującym" polskim autorom kryminałów.

Numer drugi - tutaj.

Numer pierwszy - tutaj.

Zespół RW2010

czwartek, 27 września 2012

Dlaczego Dawid Juraszek nie lubi fantastyki? - wywiad


W najbliższy weekend RW2010.pl rusza z promocyjna akcją "Ebook na weekend". Czytaj wywiad i sprawdź jakiego ebooka kupisz za połowę cenę.

Nie lubię fantastyki

Rozmowa z Dawidem Juraszkiem
Dawid Juraszek









Dlaczego nie lubisz fantastyki?

Nie lubię fantastyki? Skąd ten pomysł?

Taki jest tytuł wywiadu.

Chyba, że tak! [śmiech] Rzeczywiście dziś już nie lubię fantastyki tak, jak lubiłem ją kiedyś. Był nawet taki okres, że nie wyobrażałem sobie, jak można pisać i czytać coś innego, niż fantastykę – wszystko byłoby przecież zbyt dosłowne, zbyt wprost… Dzisiaj nie można powiedzieć, że nie lubię fantastyki, ale na pewno nie jest dla mnie tak ważna, jak kiedyś.

A jednak dużo jej zawdzięczasz.

To oczywista oczywistość. Wszystkie moje dotąd opublikowane teksty prozatorskie mają coś wspólnego z fantastyką, czasem bardzo wiele. Wszystkie ukazały się w pismach i antologiach fantastycznych. Ale jakoś nie czuję się autorem-fantastą. Ot, choćby z fantastyką wspólnego nie ma nic zdecydowana większość moich tekstów publicystycznych. Od lat też fantastyki praktycznie nie czytam. Mówiąc górnolotnie, moja pisarska świadomość kształtowała się w zetknięciu ze środowiskiem fantastycznym, ale potem powędrowała w swoją stronę.

Mówisz „środowisko fantastyczne”. A co z fantastycznym gettem?

Nie wiem. Swego czasu dużo było na ten temat dyskusji, śledziłem je, brałem w nich udział, ale dziś nie pamiętam już zbyt dobrze, za czym tam orędowałem, i szczerze mówiąc nie bardzo mnie to zajmuje. Zresztą chyba nie tylko mnie. To przebrzmiały temat.

O jakim nieprzebrzmiałym temacie możemy zatem porozmawiać?

Czyżbym miał sam wymyślać pytania do wywiadu? [śmiech] Serio, to nie miałbym nic przeciwko, żeby zamienić parę słów na temat „Drapieżcy”…

Ach, ten e-book o Cairenie wydany niedawno przez wydawnictwo RW2010!

Otóż to.

Jak wymawiać imię głównego bohatera?

Nie pierwszy raz słyszę to pytanie… Przez „c”, nie „k”. Od razu też może wyklaruję, jak wymawiać imię drugiego mojego bohatera literackiego, Xiao Longa…

To za chwilę. Jak to więc z tym Cairenem było?

Znaczy co?

Jak powstał?

Mmmm… Dawno, dawno temu Robert J. Szmidt, były rednacz byłego miesięcznika Science Fiction, Fantasy i Horror, ogłosił konkurs na opowiadania nawiązujące kreatywnie do postaci Conana Barbarzyńcy, ja bardzo chciałem w tym konkursie zaistnieć, a żeby się wyróżnić, wykorzystałem swoje dalekowschodnie doświadczenia do stworzenia możliwie oryginalnego świata. I voila!

Jak zachęciłbyś czytelników, którzy nigdy się z Cairenem nie spotkali, by sięgnęli po książkę z jego przygodami?

Pytanie z gatunku tych, które wywołują gęsią skórkę… No bo jak zachęcić, żeby nie zniechęcić? Ale spróbuję: jest to sążnisty zbiór opowiadań, po części fantastycznych, po części historycznych, przy których można się i pośmiać, i pobać, i poekscytować, i pograć z własną pamięcią do cytatów i scen ze znanych książek czy filmów… Tyle! Mam nadzieję, że nikogo nie zraziłem, za to wielu – zaraziłem. [nerwowy śmiech]

Opowiadania nie spotkały się jednak z powszechnym zachwytem i podziwem.

O ho ho, to by dopiero było – powszechny zachwyt i podziw! No cóż… Z maksymalnym obiektywizmem, na jaki stać twórcę czy wręcz stwórcę tych tekstów, mogę powiedzieć, że wokół tych kilku, które ukazały się w prasie literackiej, było trochę kontrowersji.

Dużo zastrzeżeń było zwłaszcza do języka.

Czy ja wiem, czy dużo?

Przyjmijmy, że dużo.

Niech ci będzie. Rzeczywiście do dziś zdarza się, że muszę niektórym nowym czytelnikom wyjaśniać, o co z tym językiem chodzi. Nie brakuje też jednak ludzi, którym zastosowana gra językowa przypadła do gustu, a przynajmniej za bardzo nie przeszkadza.

Wyjaśnijmy może w końcu, co w tej grze językowej czytelnikom się nie spodobało.

Lepiej ja sam wyjaśnię. Otóż opowiadania pisane są językową mieszanką firmową z obfitym dodatkiem archaizmów, anachronizmów, neologizmów, slangu, żargonu itd. To nie jest język, jakim typowo pisze się fantasy. Ale ja nie chciałem napisać typowej fantasy. Zachęcam, żeby potraktować to jako zaplanowaną i odświeżającą grę z konwencją, a nie błąd autora czy niechlujstwo redakcji i korekty – a takie nieprzemyślane zarzuty się pojawiały.

Postaci głównego bohatera zarzucano też…

A może by tak dla odmiany coś pozytywnego, hm? [groźny pomruk]

Dobrze. Zbiór jest niezmiernie erudycyjny, niemal każde opowiadanie rozgrywa się w innym regionie Dalekiego Wschodu i okolic, nie brakuje opisów lokalnych kultur, cywilizacji, obyczajów, krajobrazów, fauny, flory… Skąd tak ogromna wiedza i umiejętność atrakcyjnego jej przekazania?

Tak… [ukontentowane odchrząknięcie] Częściowo jest to zasługa mojego blisko czteroletniego już pobytu w Chinach, ale przymierzając się do tekstów rozgrywających się w Kambodży, Japonii czy Australii potrzebowałem liznąć trochę dodatkowej wiedzy. Chyba niejeden autor w podobnej sytuacji musiał stawić czoła pokusie wciskania do fabuł każdej ciekawostki wyszukanej w książkach czy filmach dokumentalnych! Kto zna „Opisanie świata” Marco Polo, relacje Jamesa Cooka i innych odkrywców nowych lądów, albo historię cywilizacji Angkoru, znajdzie w „Drapieżcy” wiele nawiązań do podbojów Czyngis-chana, Epoki Wielkich Odkryć i tak dalej. Koniec końców myślę jednak, że udało mi się wydestylować z historii  to, co najciekawsze, bez epatowania zbędnymi szczegółami.

Zapewne. Tylko czy czytelnicy to dostrzegą i docenią?

Nie umieszczałem tych ciekawostek w książce, żeby pochwalić się wiedzą. Od tego jest ten wywiad! [gromki śmiech] One mają kreować klimat, dostarczać atrakcyjnych „lokacji” i „settingów”, i myślę, że to zadanie wypełniają.

Będą kolejne opowiadania o Cairenie?

Miały być. Kto przeczyta zbiór, na pewno dostrzeże, że między dwoma opowiadaniami, powiedzmy, pirackimi, zionie dziura chronologiczna. Miał ją wypełnić osobny tom przygód marynistycznych na fantastycznych odpowiednikach Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku. Zaś po wieńczącym książkę opowiadaniu syberyjskim miał nastąpić tom środkowoazjatycki. Zostało mi po tym kilkanaście mniej lub bardziej szczegółowych konspektów, których chyba już nie zrealizuję, bo moment minął. Trochę za długo trwało czekanie na publikację całego zbioru, rzecz rozeszła się po kościach. Dziś nie myślę nawet o pisaniu kolejnych przygód Cairena.

Szkoda.

No…

Co masz aktualnie na warsztacie?

Kiedyś bym wyczekiwał tego pytania, ale teraz… [ciężkie westchnienie] Rozsypały się różne sprawy, po części jest to kwestia tego, że dziś trudniej publikować niż jeszcze jakiś czas temu. Kiedyś mogłem napisać opowiadanie z ufnością, że nie będzie większego problemu z opublikowaniem go w jednym czy drugim piśmie. Teraz rynek się skurczył, a ja pisać na zapas i do szuflady nie potrafię.

Czyli na warsztacie nic?

Tak zupełnie nic to nie. Już rok czy dwa przymierzam się do powieści historyczno-surrealistycznej z epoki powstania styczniowego, która miała być zrazu opowiadaniem do antologii pod redakcją Sławka Spasiewicza, ale wykipiała poza ramy. Gotowa jest z grubsza jedna trzecia objętości, a zarazem dwie trzecie fabuły, ale żeby ją dokończyć, muszę znaleźć język, jakim ją właściwie opowiedzieć. Długo też już szukam wydawcy dla zbioru opowiadań peerelowskich napisanego wspólnie z Maćkiem Frońskim. Ale fantastyki w tym niewiele.

To ma być zachęta, czy wprost przeciwnie?

Dla jednego zachęta, dla drugiego zniechęta. Wszystkich czytelników nie zadowolę, choćbym się z…

O właśnie, skoro już o zawiedzionych czytelnikach mowa, to twoja debiutancka powieść z 2009 roku „Biały Tygrys” miała mieć kontynuację pod tytułem „Czerwony Ptak”. Tymczasem od tamtej pory cisza.

Bo po planowanym „Czerwonym Ptaku” została tylko króciutka wzmianka na odwrocie strony tytułowej pierwszego tomu. Książka była gotowa, ale wydawca stracił serce do publikacji, a ja od tamtej pory szukam sposobu, żeby rzecz jednak sensownie upublicznić. I chyba wreszcie ostatnio udało mi się coś wykoncypować. Całość przygód Xiao Longa zmieściłem otóż w jednym obszernym tomie pt. „Jedwab i porcelana”, który oprócz „Czerwonego Ptaka” zawiera także podszlifowanego „Białego Tygrysa”. To zamknięta, samowystarczalna całość, kolejnych tomów nie będzie, bo być nie musi. Ale najpierw trzeba znaleźć wydawcę, który będzie w stanie puścić taką cegłę. Czy będzie to wydawca papierowy, czy elektroniczny, tego jeszcze nie wiem.

Przypomnijmy może, kto zacz ów Xiao Long…

Lepiej ja sam przypomnę. To bohater moich opowiadań mocno osadzonych w chińskiej historii i literaturze, z których narodziła się potem powieść. Rzecz jest po trosze obyczajowa, po trosze fantastyczna, po trosze też horrorowa, wojenna i miłosna, napisana w stylu tradycyjnej prozy i poezji chińskiej, coś w rodzaju powieści drogi w scenerii orientalnej, z dalekowschodnimi zwyczajami, demonami i tak dalej.

Brzmi ciekawie! Pisząc coś takiego musiałeś zapewne sięgnąć do niezgłębionych pokładów swojej wiedzy na temat dawnych Chin.

Tak, hm, tak… [zażenowane odchrząknięcie]

Na koniec zapytam, jak w końcu wymawiać imię Xiao Longa?

[perlisty śmiech] Przez „ś”, przez „ś”…

Dziękuję za miłą rozmowę.

Dziękuję również.

Sumiennie notował Gustaw G. Garuga

link do książki Cairen. Drapieżca

Źródło; RW2010.pl

czwartek, 1 grudnia 2011

Po "Wyroku" - Potrójne uderzenie Made in Zielke



Po "Wyroku" Mariusz Zielke w bardzo dobrej formie. Znany Autor przygotował dla swoich czytelników potrójne uderzenie. W najbliższych dniach ukażą się nowe tytuły Made in Zielke. Miłośnicy komiksu również będą mieli powody do zadowolenia. Specjalnie dla nich na podstawie scenariusza Mariusza Zielke wielce sprawny rysownik rysuje kolejny bestseller.

Komiks - Mariusz Zielke&...?
Już wkrótce nakładem wydawnictwa Principium ukażą się dwie książki Mariusza Zielke: odważna groteska sensacyjna "Asurito Sagishi" (kryminał na wesoło o współczesnej Polsce) oraz znakomity zbiór opowiadań o miłości i zbrodni "Wyspa dla dwojga". Obie pozycje zyskują już doskonałe recenzje czytelników i blogerów literackich, a nazwisko autora, którego poprzednia książka "Wyrok" sprzedała się błyskawicznie w całym nakładzie oraz zyskała 100 proc. dobrych recenzji czytelników i mediów (w tym Polskiego Radia, Uważam Rze, Nowin), gwarantuje wysoką jakość książek i zainteresowanie czytelników.



Uważamy, że dobrą polską literaturę warto promować. Obie książki mogą być znakomitą pozycją na świąteczny prezent zarówno osobno jak i razem (czytelnikiem docelowym jednej są kobiety, drugiej - mężczyźni  może być jednak całkiem odwrotnie). Można je kupić osobno albo w pakiecie. 




Planowana premiera obu tytułów planowana jest na 5 grudnia 2011 r. To idealny czas na świąteczne prezenty dla bliskich osób lub prezent dla siebie. Przewidywana jest również, co szczególnie cieszy wydawnictwa cyfrowe, wersja elektroniczna.


Czytaj też; Mariusz Zielke - pisarz nieśmiertelnej nadziei

Opis książek:

Mariusz Zielke - Wyspa dla dwojga

Niezwykły zbiór nowel, które łączy tajemnica, obsesja, miłość i zbrodnia.
Serge jest przedsiębiorcą o ponurej przeszłości, którego pokrętny los nauczył czym jest miłość i ten sam los próbował mu ją odebrać. Zimna Anna skrywa tajemnicę mroczniejszą niż myśli więziennego strażnika Jonasza. Jan na bezludnej wyspie odkrywa miłość do żony i posępne sekrety ich związku. Słodka Mi kusi krwawego dyktatora Mambako, ale ten ukojenie znajduje dopiero w muzyce. Wszystkie te wciągające opowieści łączy mistycyzm, humor i napięcie.



Opinie recenzentów:

„Zaskakujące połączenie brutalizmu z delikatnością. Trochę jak u Jeffreya Archera, trochę jak u Haruki Murakamiego - gdybym miał znaleźć duchowych krewnych tej antologii... Wspólnym tematem opowiadań jest miłość spleciona ze zbrodnią w diabelskim walcu.” 
Krzysztof Maciejewski

„Zielke łamie konwenanse literackie, prowadząc czytelnika na krawędź przepaści ludzkich emocji i ukazując ciemne, skrywane zakamarki duszy.” 
Piter Murphy

„Każde z tych opowiadań ma w sobie coś niesamowitego i niesie przesłanie. Wartka akcja i niespodziewane zwroty powodują, ze jak najszybciej chcesz skończyć czytać każde z nich, a potem żałujesz, ze to już koniec. Niespodziewane zwroty akcji wywarły na mnie wrażenie, nie byłam w stanie przewidzieć co się za chwile stanie, a o to przecież w książkach chodzi.” Agnieszka Banasiak

"W dobie literackiego kiczu, tak szokujące, onieśmielające a zarazem uwodzące czytelnika opowiadania, to upust dla fantazji nieśmiałego odbiorcy." 
Joanna Wicher




Mariusz Zielke - Asurito Sagashi - cnotliwy aferzysta
Mocna, szybka, pełna akcji i czarnego humoru powieść o współczesnej Polsce. Bohater, detektyw o brudnych myślach, lecz gołębim sercu, naraża się tajemniczemu terroryście, gangom, służbom specjalnym, podejrzanym biznesmenom, a nawet samemu prezydentowi uwikłanemu w romans z gwiazdą pop. Gdy z rąk brutalnych zabójców ginie jego klientka, wpada w wir wydarzeń, w których z pozoru nic do siebie nie pasuje... „Asurito Sagishi” to nie tylko sensacyjna groteska, ale także znakomita diagnoza naszej rzeczywistości. Misternie skonstruowana, pomysłowa i oryginalna.




"James Bond wyreżyserowany przez Davida Lyncha, napisany przez Monty Pythona pospołu z Eduardo Mendozą nie byłby bardziej osobliwy niż ta książka. Tempo akcji wbija czytelnika w fotel, bohaterowie co chwila wpadają w pułapki nieprawdopodobieństwa, fabuła aż trzeszczy w
szwach. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że ta książka pokazuje równocześnie prawdę o otaczającym nas świecie." - fragment jednej z recenzji.

Informacja o autorze:
Mariusz Zielke (ur. 2 grudnia 1971) dziennikarz i pisarz, zdobywca nagrody Grand Press 2005 w kategorii „dziennikarstwo śledcze”, wielokrotnie nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich. Autor pierwszego polskiego thrillera finansowego „Wyrok” (wyd. 2011), powieści świetnie przyjętej przez czytelników i recenzentów, której pierwszy nakład błyskawicznie sprzedał się w całości, a kolejne wydanie przygotowuje duży wydawca.




Zobacz też Motyle Książkowe

 50zł na start