WYDAWNICTWA CYFROWE ZAWSZE TAM,GDZIE TY

Wydawnictwa cyfrowe to rzeczywiście współczesna rewolucja.Subiektywny Blog poświęcony informacjom i nowościom publikacji elektronicznych pozwalającym zabieganym wykorzystywać maksymalnie czas bawiąc i ucząc,dają niewidomym i niedowidzącym nieograniczony dostęp do wiedzy oraz ograniczają degradacje naszego niepowtarzalnego środowiska.O tym wszystkim piszę.

kontakt ; wydawnictwacyfrowe@gmail.com





Szukaj na tym blogu

czwartek, 2 września 2010

Ewa Stachniak - Historia z ludzką twarzą


Ewa Stachniak
Wrocławianka, abolwentka anglistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Do Kanady przyjechała w 1981 roku na stypendium doktoranckie Uniwersytetu McGill w Montrealu. W Kanadzie zastał ją stan wojenny i tam została. Pierwsze opowiadania opublikowała w kanadyjskich magazynach literackich: The Fiddlehead, The Antigonish Review, Grain, Prairie Fire. W 2000 roku, za debiutancką powieść–Necessary Lies (Dundurn 2000) - Konieczne kłamstwa (WKTS 2004) otrzymała jedną z ważniejszych kanadyjskich nagród literackich: The Amazon.com/Books in Canada First Novel Award.

Ogród Afrodyty -Garden of Venus (Harper Collins 2005)- ukazał się w Kanadzie, Anglii, Australii, Nowej Zelandii, Grecji, Hiszpanii, Włoszech, Brazylii, Serbii i Ukrainie.



Specjalnie dla czytelników Wydawnictw Cyfrowych
z pisarką Ewą Stachniak rozmawiał Jan Lindner


- Wyjechała Pani do Kanady w 1981 r.. Co było powodem Pani emigracji ?

Najpierw nie było emigracji, lecz naukowe stypendium doktoranckie na montrealskim uniwersytecie McGill. Trzy miesiące po moim przyjeździe do Kanady w Polsce wprowadzono stan wojenny i wtedy zdecydowałam się nie wracać.
- Czym zajmowała się Pani po przyjeździe do Kanady ?

Na McGill pracowałam nad twórczością Stefana Themersona, który zaintrygował mnie jeszcze w Polsce. Pisał i po angielsku, i po polsku. Był pochłonięty sztuką awangardową, filmem, fotografią artystyczną. Był wydawcą i pisarzem. Jego powieści filozoficzne powiastki o implikacjach spojrzenia z zewnątrz na rodzimą kulturę zachęcały do rozważań nad konsekwencjami emigracji.

- Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać powieści i czy emigracja miała wpływ na wybór ich tematów ?

Pracę doktorską o twórczości Themersona obroniłam w 1988 roku. Już wtedy imponowała mi jego odwaga pisania po angielsku i kulturowa niezależność jego angielskojęzycznej prozy. Moje dzieciństwo spędzone wśród książek było wypełnione marzeniami by zostać pisarką, ale czegoś musiało mi brakować, bo w Polsce pisałam jedynie akademickie prace na temat literatury. Może właśnie potrzebowałam doświadczenia emigracji, życia w innej kulturze i spojrzenia na Polskę i Europę z Themersonowskiego dystansu.

- Mieszkając za Oceanem dokonała Pani pewnie wielu ciekawych obserwacji. Naturalną konsekwencją pobytu w innym kraju jest porównywanie różnych kultur i zachowań. Jakie widzi Pani różnice między Polakami a Kanadyjczykami ?

Pierwsza to różnica między polskim społeczeństwem w miarę jednorodnym kulturowo a wielokulturową Kanadą. Bycie Kanadyjczykiem zwykle łączy się z podkładem wielu kultur wyrażanych często dwoma rodzinnymi i dwoma oficjalnymi językami. Etniczna różnorodność rozpięta jest na olbrzymim terytorium, tak zróżnicowanym geograficznie jak kulturowa mozaika Kanady. Następne różnice wynikają z północnoamerykańskiego indywidualizmu i pragmatyzmu, a także ukierunkowania na teraźniejszość i przyszłość, podczas gdy Polska jest dużo bardziej pod wpływem europejskiego poczucia kulturowej i narodowej wspólnoty, z towarzyszącą im refleksją historyczną. Nie są to różnice stałe i niezmienne, każdy mój wyjazd do Polski przynosi nowe zaskakujące obserwacje.

- Jak angielskojęzyczni czytelnicy odbierają Pani historie ?

Jeśli sami są emigrantami, często podkreślają, jak podobne są nasze doświadczenia. Na spotkaniu z czytelnikami „Koniecznych kłamstw” emigrantka z Rosji identyfikowała się z powieściową Anną i jej obserwacjami z pierwszych miesięcy w Kanadzie. Innych czytelników zaskakuje, jak niewiele wschodnio-europejskich historii zapisało się w świadomości Zachodu. Przez lata odgradzała nas Żelazna Kurtyna zatrzymywała nie tylko ludzi.

- Skąd czerpie Pani inspirację do swoich powieści ?

Konieczne kłamstwa” wyłoniły się z rozmów, jakie prowadziłam z moją sąsiadką, Niemką z byłego Breslau. Jej opowieści o mieście jej dzieciństwa zmusiły mnie do przemyślenia moich własnych wspomnień z Wrocławia lat 50-tych ruin miasta z którego Jutta wyjechała w lutym 1945 roku. „Ogród Afrodyty” zainspirowała znaleziona w bibliotece kanadyjskiej biografia Zofii Potockiej pióra Jerzego Łojka. Nie mogłam się oprzeć grecka emigrantka do stanisławowskiej Polski, piękna i przewrotna, nieustannie przepisująca swoją biografię i tożsamość, by zdobyć Europę. „Dysonans” też wraca do historii Polski, tym razem do pokolenia Romantyzmu i Wielkiej Emigracji. Nadal szukam głosów kobiet, może dlatego, że mamy ich w polskiej tradycji za mało.

- Czytelnicy często mają mylne wyobrażenie o pracy pisarza. Jak wygląda Pani praca nad książką ? Rękopis sporządza Pani odręcznie piórem, długopisem czy może na maszynie do pisania, czy też na klawiaturze komputera ?

Najpierw są długie godziny czytania: czytam materiały źródłowe, pamiętniki, opracowania historyczne, szukam zapisanych faktów i plotek o moich bohaterach. Potem chodzę na długie, samotne spacery. Czekam na sceny, fragmenty rozmów, obrazy; to okres bardzo prywatny, trudny do opisania w jednym zdaniu, wymagający ciszy i skupienia. Kiedy jestem gotowa do pisania, robię to w każdy sposób: odręcznie, na klawiaturze komputera, zależnie od tego, gdzie jestem i co mam pod ręką. Książka nabiera formy dopiero wtedy, gdy czytam te pierwsze zapisane strony i staram się dostrzec w nich kształt tworzącej się fabuły. To długi proces, ale zawsze ciekawy bo często do ostatniej chwili nie wiem, jak się powieść rozwinie a moi bohaterowie zawsze potrafią mnie zaskoczyć.

- Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się spod Pani " pióra " kolejnej fascynującej opowieści ? Jeśli tak, to czy będzie ona historyczna, czy może osadzi ją Pani w bardziej współczesnych nam realiach jak swój debiut " Konieczne kłamstwa " ?

Kończę właśnie ostateczną redakcję powieści „Pałac Zimowy”, pierwszej z dwóch poświęconych Katarzynie Wielkiej. Angielska wersja ukaże się w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych na wiosnę 2011 roku. Mam nadzieję, że polskie tłumaczenie nie da na siebie zbyt długo czekać. Narratorką „Pałacu Zimowego” jest Polka, która pojawia się na dworze Carycy Elżbiety, na dwa lata przed przyjazdem niemieckiej księżniczki, która wiele lat później sięgnie po koronę Rosji.
Jest to książka o przyjaźni i o moralnych pułapkach zdobywania władzy. Następna powieść, nad którą dopiero zaczynam pracować, opowie o późniejszej Katarzynie, władczyni absolutnej, kobiecie pełnej sprzeczności. Intryguje mnie, ale nadal jej nie rozumiem.

- Pani książki powstają na podstawie prawdziwych historii. Ile w nich faktów, a ile pisarskiej wyobraźni ?

Lubię o nich myśleć jako o archiwalnych fantazjach, w których nie manipuluję historycznymi wydarzeniami, ale pozwalam sobie na wolność ich interpretacji. Źródła historyczne nigdy nie są kompletne i zawsze zostawiają miejsce dla pisarskiej fantazji.

- Potrafi Pani ożywić postacie, które, jeśli nawet znamy z historii, są dla nas całkowicie obce. Jednak podczas lektury Pani powieści wydają się żywe i mają swoje charaktery. Z którym z bohaterów Pani identyfikuje się najbardziej, kogo lubi a kogo nie cierpi ?

Pyta Pan, „które dziecko kocham najbardziej”. Podczas pisania identyfikuję się z każdym z moich bohaterów choćby przez chwilę. Muszę znaleźć w sobie coś, co mnie z nimi łączy. To dla mnie jedyny sposób, by uwierzyć w ich literackie istnienie. W „Koniecznych kłamstwach” najbliższą była mi Anna, ale dużo satysfakcji sprawiło mi tworzenie postaci niezależnej i dojrzałej Urszuli. W „Ogrodzie Afrodyty”, Rosalia była tą najbliższą mi postacią, w „Dysonansie” moją sympatię dzieliły równo Delfina i Eliza. Nigdy nie darzyłam większym szacunkiem historycznego Karola Boscampa, bo zawsze znajdował usprawiedliwienie dla swoich własnych machinacji, a nigdy nie omieszkał ośmieszyć aspiracji Zofii. W „Ogrodzie Afrodyty” mój stosunek do powieściowego Boscampa jest jednoznaczny. Miałam też problemy z Zygmuntem Krasińskim i jego stosunkiem do Elizy i do Delfiny choć starałam się bardzo, by miał w powieści szansę na przedstawienie swojego punktu widzenia.

- Mamy swoje ulubione epoki historyczne. W jakiej Pani czułaby się najlepiej ?

To się zmienia. Kiedyś wydawało mi się, że Romantyzm jest moją epoką. Teraz świetnie się czuję w XVIII wieku. Może dlatego, że już „zamieszkuję” go w trzeciej powieści i coraz lepiej go rozumiem. Choć nadal wolę nie myśleć jak zniosłabym zabiegi osiemnastowiecznej medycyny....

- Miłość towarzyszy nam od urodzenia. Czy Pani zdaniem są różnice między współczesnym wyobrażeniem miłości, a miłością w czasach, które Pani opisuje ?

W osiemnastym wieku podziały klasowe i etniczne dominowały, ale samo zrozumienie miłości wydaje mi się bliższe naszym czasom: swoboda seksualna, nietrwałe związki, bardziej realistyczne podejście do uczuć. W dziewiętnastym wieku romantyczne ideały zmieniły język miłości i zmodyfikowały oczekiwania wobec uczuć: "prawdziwa miłość” miała być wieczysta, ponadziemska, nieszczęśliwa. W rezultacie trudniej nam zrozumieć afektowane, romantyczne pozy Delfiny i Zygmunta niż bardziej przyziemne związki Zofii czy Katarzyny.

- Przejdźmy do teraźniejszości. Wielu autorów obawia się nowoczesnych nośników zastępujących tradycyjne książki. Od kilku lat wydawnictwa cyfrowe szturmem zdobywają serca coraz większej liczby czytelników. Jaki jest Pani stosunek do internetu, e-książek, współczesnych mediów ?

Trudno przewidzieć jaki wpływ będą miały te współczesne formy na ilość przeczytanych książek. Coraz więcej naszego czasu zabierają inne media ale jeśli jest to jeszcze jeden sposób na dotarcie do czytelników, to nie mam nic przeciwko temu. Tanie, rozsypujące się w rękach „paperbacki” można z powodzeniem zastąpić formą elektroniczną. Nie chciałabym jednak, by wszystkie papierowe książki zniknęły z naszego życia. Nie chciałabym mieszkać w domu bez książek, które można opatrzeć dedykacją, dotknąć, których widok przywołuje wspomnienia. Może jednak wystarczy drukować bardziej trwałe egzemplarze i w mniejszej ilości?
Internet to inna sprawa. Nie wyobrażam sobie moich badań bez możliwości przeszukiwania elektronicznych wersji osiemnastowiecznych pamiętników, które mogę sprowadzić do swojego komputera w każdej chwili, w których mogę szukać wzmianek o każdej interesującej mnie postaci. Internet pozwala mi na kontakty z ekspertami i pasjonatami, którzy zwykle chętnie dzielą się swoją wiedzą. Internetowa grupa badaczy historii medycyny była dla mnie nieocenionym źródłem wiedzy przy tworzeniu postaci Tomasza Lafleur, lekarza Zofii z „Ogrodu Afrodyty.” Gotowi byli odpowiedzieć na moje pytania w ciągu kilku godzin od wysłania emailowej wiadomości. Dzięki nim wiedziałam, że Tomasz mógł podać umierającej Zofii morfinę ....

- Pani powieści " Ogród Afrodyty " i " Dysonans " ukazały się w Polsce również w wersji elektronicznej. Co sądzi Pani o tego rodzaju upowszechnianiu literatury ?

Cieszy mnie każdy sposób dzięki któremu moje książki mogą dotrzeć do czytelników.

- Często za wydaniem papierowym idzie forma elektroniczna jak e-książka lub AudioBook czyli książka audio. Wyobraża sobie Pani swoją twórczość w takiej postaci ? Wolałaby Pani jako lektora kobietę czy mężczyznę, a może śladem niektórych autorów użyczyć swojego głosu ? Czy też bardziej w formie słuchowiska, które przeżywa swoją drugą młodość ?

AudioBook to bardzo naturalna forma istnienia powieści przywołuje pamięć czytania na głos, tak popularnego w przeszłych epokach, pozwala na kontakt z książką podczas długiej jazdy pociągiem czy lotu samolotem, czy też w chwilach gdy zajmują nas rutynowe czynności. Podczas moich autorskich spotkań w Polsce fragmenty moich powieści czytały Elżbieta Czubówna i Zofia Kucówna, obie były wspaniałymi lektorkami i słuchałam ich z prawdziwą przyjemnością. Słuchowisko, to jeszcze inna forma, wymagająca zmian w tekście, a ja nie lubię wracać do napisanych już książek...

- Pani powieści mają szczególną plastyczność. Gdyby zaproponowano Pani filmową adaptację, jakimi aktorami obsadziłaby Pani głównych bohaterów ?

Chciałabym zobaczyć jedną z moich powieści na ekranie, sprawdzić do jakiego stopnia moja proza da się wyrazić językiem filmu choć wiem, że proces ekranizacji bywa często trudny i można swojej książki nie rozpoznać po zmianach. Kiedy pisałam „Ogród Afrodyty”, wyobrażałam sobie Zofię Potocką jako osiemnastowieczną Sophie Loren miała charyzmę wielkiej gwiazdy filmowej ale nie myślałam nigdy o bardziej współczesnych aktorkach.

- Twórcy często odczuwają szczególną więź ze swoimi dziełami. Która z Pani książek jest takim umiłowanym " dzieckiem " ?

Zawsze ta, nad którą pracuję. Nie wracam do tych napisanych, chyba że jest do tego specjalna okazja na przykład podczas spotkań autorskich. Widzę zawsze nowe możliwości, nowe rozwiązania, a tu już nic nie można zmienić. Książka, nad którą pracuję, pozwala na przepisanie, może jeszcze zaskoczyć. Ta napisana już nie.

- Jaka jest Pani ulubiona książka ? Taka, którą zabiera się na " bezludna wyspę " ?

Tak wiele ... począwszy od tych z dzieciństwa. "Ania z Zielonego Wzgórza", "Fizia Pończoszanka", a potem "Anna Karenina", i "Sklepy cynamonowe", a ostatnio "Wolf Hall" Hilary Mantel. Nie potrafię wybrać jednej książki a moja lista ulubieńców ciągle się wydłuża.

- Tęskni Pani za Polską i Wrocławiem, czy jako człowiek i pisarka czuje się Pani obywatelką świata ?

Polska jest zawsze ze mną, na wyciągnięcie ręki w książkach, filmach, przyjaciołach, czytelnikach. Polskę odwiedzam często, po polsku mówię na co dzień. Mieszkam tuż obok polskiej ulicy, gdzie są trzy polskie księgarnie (w tym jedna muzyczna), polskie sklepy, biznesy, prasa. Polskie bibliotekarki w torontońskich bibliotekach zapraszają mnie na spotkania z czytelnikami. Odwiedzają nas przyjaciele i rodzina z Polski, mamy z nimi stały kontakt telefoniczny i emailowy.
Do Wrocławia jeżdżę z wielką przyjemnością, choć większość moich dawnych wrocławskich przyjaciół mieszka od wielu już lat poza Wrocławiem. Planujemy nawet spotkanie po tej stronie Atlantyku bo wszystkim tu bliżej. Cieszy mnie nowy Wrocław: rozmowy w redakcji wrocławskiej „Odry” na temat nowej polskiej literatury, spacery odnowionymi ulicami Starego Miasta.

- Na zakończenie zapytam się o Pani ulubione kwiaty ?

Klematis i piwonie. Ten pierwszy za kolory, te drugie bo kochała je moja mama, i zawsze o tym pamiętam.

- Dziękuję za rozmowę.


Eva Stachniak

The author of "Necessary Lies" (2000) and "Garden of Venus" (2005)

http://www.evastachniak.com http://www.facebook.com/pages/

Eva-Stachniak/37450167290


Książki w wersji elektronicznej Ewy Stachniak " Ogród Afrodyty " oraz " Dysonans " można kupić ze specjalną dla czytelników Wydawnictw Cyfrowych 10% zniżką.

Wystarczy zamieścić komentarz z adresem e-mail lub wysłać e-mail z tytułem Ewa Stachniak na adres wydawnictwacyfrowe@gmail.com

Promocja ważna do 4 października 2010 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga