WYDAWNICTWA CYFROWE ZAWSZE TAM,GDZIE TY

Wydawnictwa cyfrowe to rzeczywiście współczesna rewolucja.Subiektywny Blog poświęcony informacjom i nowościom publikacji elektronicznych pozwalającym zabieganym wykorzystywać maksymalnie czas bawiąc i ucząc,dają niewidomym i niedowidzącym nieograniczony dostęp do wiedzy oraz ograniczają degradacje naszego niepowtarzalnego środowiska.O tym wszystkim piszę.

kontakt ; wydawnictwacyfrowe@gmail.com





Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 28 lutego 2011

e-Kiosk na celowniku Empiku?

Czy Empik ma na celowniku e-Kiosk? Jak duży jest apetyt Empiku? To pytanie jest prostą konsekwencja ostatnich wydarzeń i strategii NFI Empik Media & Fashion.


Nie milkną jeszcze echa głośnego przejęcia e-Muzyki, a już ciśnie się pytanie; kto następny?. Spółka konsekwentnie realizuje strategię zdobycia dominującej pozycji dystrybutora rozrywkowej treści w Polsce. W swoim portfolio posiada już virtualo.pl sprzedające e-książki i książki audio. Teraz za 7,6 mln złotych przejmuje 61,49% akcji e-Muzyki.

W przypadku e-Muzyki i e-Kiosku znaczącym akcjonariuszem był i jest IQ Partners S.A. Jak widać potrafiący się dogadać z Empikiem. Jest to też o tyle prawdopodobne ponieważ Prezes Zarządu IQ Partners Maciej Hazubski w wywiadzie dla Bankier.tv zapowiedział wyjście z inwestycji. Dokładnie w 12 minucie wywiadu poniżej:




null


Połączony e-Kiosk z eGazetami jako numer jeden i numer dwa na rynku cyfrowej prasy staje się jeszcze bardziej atrakcyjnym kąskiem dla takiego gracza jak Empik. Wartość rynkowa e-Kiosku to niespełna 4 mln złotych. Z czego 14,35% akcji pozostaje w posiadaniu IQ Partner. Przy wycenie rynkowej e-Muzyka S.A. na poziomie około 11 mln złotych to przysłowiowy pikuś. Nie są to wielkie pieniądze dla NFI Empik Media & Fashion. Efekt synergii jest korzystny dla obydwu stron. Zwłaszcza, że także e-Kiosk mocno wchodzi na rynek eBooków i AudioBooków, a Prezesowi Szymańskiemu brakuje mocnego dystrybutora e-prasy.


Prezes NFI EM&F Maciej Szymański już nie raz artykułował chęć digitalizacji oferty i przechodzenia z nośników fizycznych na cyfrowe. Poniekąd wymuszają to konsumenci znajdując więcej korzyści w treściach cyfrowych.

To tylko jeden z możliwych scenariuszy. Zaczyna jednak być coraz ciekawiej. Rynek zaczyna się konsolidować. Newconnect staje się też miejscem gdzie coraz częściej można znaleźć ciekawe i rozwojowe spółki, Wystarczy tylko mieć na nie dobry pomysł. Staje się też jasne, że mniejszym podmiotom będzie z dnia na dzień trudniej zabiegać o klienta, który staje się bardziej wymagający.

Do zagospodarowania pozostało już niewiele podmiotów z rynku wydawnictw cyfrowych. BezKartek przejęło Zixo. Swojej szansy nie wykorzystał iRuch projekt Ruchu. eClicto ciągnie swój e-Czytnik. Krążą pogłoski, że Audioteka.pl szuka inwestora. Nexto rozwija sieć partnerską i poszerza ofertę cicho zapowiadając swój e-Czytnik. Jest się o co "bić".

Zapowiada się ciekawy rok. Oby tylko nie pozostał jeden duży gracz. Wybór i konkurencja wykluwa lepsze produkty i oferty. I to właśnie my kreujemy liderów rynku własnymi portfelami. Niech zwyciężą najlepsi.

Źródło; GPWInfoStrefa, Bankier.tv, IQ Partners S.A., wirtualnemedia.pl, emf-group.eu

sobota, 26 lutego 2011

16 praw sukcesu

16 praw sukcesu

Cokolwiek umysł ludzki jest w stanie 
wymyśleć i uwierzyć. Może to osiągnąć
                                     - Napoleon Hill



Już od ponad 100 lat Napoleon Hill uczy jak osiągnąć sukces i szczęście osobiste. Stworzone przez niego 16 praw sukcesu oparte jest na doświadczeniach ludzi, którym się powiodło. To nie są wymysły teoretyka. Dla wielu prawa sukcesu są tak proste, że aż niemożliwe.  Czy Ty też do nich należysz?


W najbliższym czasie w ofercie Złotych Myśli pojawi się kompletny ZESTAW “16 Praw Sukcesu” Napoleona Hilla. Zapisując się poznasz także wyjątkowe nagranie Napoleona Hilla oraz wiele praktycznych porad i materiałów wideo. Uwaga! Sprzedaż będzie tylko dla tych, którzy do końca lutego dokonają zapisu w specjalnym formularzu na stronie
16 praw sukcesu

Przekonaj się osobiście ile warta jest wiedza oparta na ewangelicznej miłości, wierze i nadziei.

Złote Myśli to solidny partner. 

Zródło; Złote Myśli

piątek, 25 lutego 2011

Polak z internetu czyta dwa razy więcej

Jaka jest prawda o czytelnictwie w Polsce? Czy Polak nie czyta? Może już czas na zmianę metod badawczych?

Wszyscy byliśmy wstrząśnięci wynikami badań nad czytelnictwem przeprowadzonym przez Bibliotekę Narodową. Według przeprowadzonej analizy 56% ankietowanych nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki? Co dziesiąty Polak przeczytał więcej niż 6 książek. Czy te badania są prawdziwe i odzwierciedlają rzeczywistość?



Rodzi się dużo wątpliwości. Pamiętamy liczne wpadki dotyczące sondaży poparcia partii politycznych. Nasuwa się natrętna myśl, że może warto zmienić klasyczne metody badawcze i dostosować je bardziej do współczesności? I to wcale nie dlatego, że diagnoza jest bolesna. Świat się zmienił i czytelnicy także. Czytelnictwo nie polega już tylko na czytaniu zbioru liter na papierze. Cyfrowe zapisy liter w postaci e-książki i e-wydania lub treści bezpośrednio z sieci zyskują na popularności.

Wydawnictwo flashbook.pl publikuje na swojej stronie efekty sondażu wśród internautów.  Okazuje się, że Polak z internetu czyta dwa razy więcej niż przeciętny obywatel.

89% badanych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przeczytało przynajmniej 1 książkę. Wynika z tego, że przeciętny użytkownik sieci czyta dwa razy więcej. Jeszcze niedawno znaleźli się mądrale, którzy usiłowali dorobić gębę pijaka i przygłupa właśnie internautom. Teraz Ci mądrale mają problem ze swoją gębą.

Warto zauważyć, że aż 76% internautów uważa książki za bardziej wiarygodne źródło niż informacje z sieci.

Nadchodzący w marcu Tydzień e-książki - eBooka jeszcze to może zmienić.

czwartek, 24 lutego 2011

Agnieszka z Virtualo pokaże wydawcom co to są e-Booki

Dynamiczny rozwój firmy – do Virtualo dołącza nowy Key Account

15 lutego  2011 roku  stanowisko  Key Account w Virtualo objęła Agnieszka Krystosiak.
Poprzednio pracowała w Domu Mediowym  Media Direction OMD dla takich Klientów jak:
Polkomtel, Turkish Airlines, Carlsberg, Kia, GE Wind i Lindt. Przed dwoma laty pracowała
również w Empiku jako Category Manager współpracując m.in. z Wydawnictwem Literackim,
Dobrą 28, Wydawnictwem Zyski i Ska i Platonem.    „Stawiam sobie za cel  pokazanie 
Wydawcom jak wiele możliwości daje im  rynek e-booków, który przestał byd już odległą 
perspektywą, a stał się faktem” – deklaruje Agnieszka Krystosiak.

Dynamiczny rozwój rynku e-booków oraz aktywny udział w tym procesie firmy Virtualo
sprawia, iż kluczowe znaczenie odgrywad będzie sprawna i efektywna współpraca
z Wydawcami oraz Partnerami biznesowymi. Virtualo posiada obecnie największą ofertę ebooków w formatach PDF na komputery stacjonarne oraz EPUB na e-czytniki oraz urządzenia
mobilne na polskim rynku. Katalog książek zawiera obecnie 7 000 pozycji, jednak plany spółki
są ambitne i zakładają osiągnięcie liczby 10 000 tytułów w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

W formie e-booków pojawia się również coraz więcej nowości wydawniczych i topowych
tytułów. Warto przytoczyd tutaj takie tytuły jak „Łóżko” J.L. Wiśniewskiego, „Jak zostad
królem” P. Conradi i M. Logue oraz "Mariola, moje krople..." autorstwa bestsellerowej pisarki
M. Gutowskiej-Adamczyk wydane przez Świat Książki, czy "A na imię jej będzie Aniela" M.
Wrooskiego i "Podpalid Gazę" E. Jasiewicz wydawnictwa W.A.B. Na uwagę zasługują również
nowości wydawnicze Fabryki Słów m.in. zbiór opowiadao J. Piekary "Mój przyjaciel Kaligula"
oraz debiut K. Kwiatkowskiej "Zbrodnia w błękicie" wydawnictwa Zysk i Ska. Zatrudnienie
nowej osoby w charakterze Key Accounta przyśpieszy i usprawni budowanie dobrej i
atrakcyjnej oferty dla Czytelników w formie e-booków.

Informacja prasowa virtualo.eu

środa, 23 lutego 2011

Tydzień e-książki - rycząca czterdziestka?

W tym roku będziemy obchodzić po raz kolejny będziemy obchodzić Tydzień e-książki. Nie uwierzysz e-książka zwana eBookiem ma już 40 lat! To taka rycząca czterdziestka. Sprawdź jakie to dobre określenie.

Jej historia zaczyna się jednak jeszcze wcześniej. Dokładnie w lipcu 1945 roku. Wtedy właśnie Vannevar Bush opublikował fascynujący artykuł As We May Think w Atlantic Monthly. Bush zauważył, że nagromadzoną przez wieki wiedzę można gromadzić i przetwarzać dzięki zastosowaniu nowych wynalazków. Przedstawił system memex ( memory extender ), który gromadzi i przetwarza zebrane przez użytkownika informacje na podobieństwo ludzkiego mózgu. W podobnym tonie wystąpił twórca określenia hipertekst Theodor Nelson. Dało to teoretyczne podwaliny pod pojęcie internetu oraz książki elektronicznej.

e-Książka w wersji, która znamy teraz znamy swój początek wzięła w 1971r. Michael Hurt w hołdzie XV-wiecznemu twórcy przemysłowej metody druku Janowi Gutenbergowi rozpoczął Project Gutenberg. Michael Hurt postanowił wykorzystując dostęp do nowoczesnego komputera na Uniwersytecie w Illinois pierwszą zdigitalizowaną bibliotekę na świecie. Pierwszym eBookiem jaki wtedy powstał była cyfrowe wersja Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Dokładnie 20 lat później powstał pierwszy komercyjny eBook - słownik wydany przez wydawnictwo Random House. Na pierwszych Targach Książki Elektronicznej w Gaithersburg ustalono standardy formatów e-książki.

W ten sposób dotarliśmy do współczesności. Pierwszy wielki sukces eBooka należy do Stephena Kinga. Riding the Bullet został wydany tylko w wersji elektronicznej w 2001r. odnosząc niespotykany sukces.

Na naszym rynku prekursorem jest eBook "Dom dzienny, dom nocny" Olgi Tokarczuk wydany przez Bartelsmanna pod koniec sierpnia 2000r. Następnie Krystyna Kofta z "Krótką historią Iwony Tramp". Również Jerzy Pilch włączył się wraz z Polityką we wspólna akcję z internautami pisania wspólnej powieści "Rok bez siedmiu minut". Efekty i zainteresowanie przerosły oczekiwania. Swoja droga dziwię się, że po ten pomysł sięga się obecnie tak rzadko. Może nadchodzący Tydzień e-książki będzie do tego okazją? Nie uniknął też podobnej przygody Janusz Leon Wiśniewski w utworze "Martyna".

Taka to więc "krótka historia". Nadchodzi Tydzień e-książki - eBooka. W dniach 6 - 12 marca 2011r. wszyscy miłośnicy wydawnictw cyfrowych będą obchodzić swoje święto. Część wydawców już zapowiada specjalne promocje jak BezKartek, które zapowiada obniżki cen do 50%. Można się więc zalogować i być czujnym. Pewnie nie jeden wydawca i e-księgarnia dołączy, by uświetnić miejmy nadzieję radosny tydzień. Wiele jednak też od nas samych zależy. Być może ktoś z nas zdecyduje się opublikować swoje opowiadania, wiersze lub może coś całkiem innego. Pamiętasz jakie są możliwości Self - publishing - samodzielne wydanie książki.

Wiemy też, że Woblink może nas miło zaskoczyć. Już teraz warto zwrócić naszą uwagę w ich kierunku.
Od 19 lutego – dostęp do elektronicznego „RockManna”, czyli bestsellera wydawnictwa Znak. Wobling proponuje przy tym cenę niższą o prawie 40% (24,90zł) od wersji papierowej.
Kolejna premiera – przez Woblink będzie można pobrać ostatnią pozycję H. Murakamiego  - „1Q84” za 33,99 zł (czyli taniej o prawie 25% od wersji papierowej)!
O cenach wspominam celowo, ponieważ to zagadnienie wciąż budzi wiele wątpliwości wśród użytkowników książek elektronicznych. VAT na e-booki w Polsce wynosi 23% i to dlatego ceny są wciąż relatywnie wysokie. Od czasu do czasu Woblink ma szansę i okazję zaproponować promocje czytelnikom :)
 Za dwa tygodnie (tj. 3 marca) –  platforma zaprezentuje pierwszą w Polsce książkę multimedialną – „Samsarę” Tomka Michniewicza. Każdy czytelnik wersji elektronicznej (po pobraniu aktualizacji) będzie mógł wciągnąć się w świat wielkich metropolii Dalekiego Wschodu, slumsy, dżunglę i zapomniane szlaki, włączając film z dźwiękiem, powiększając obraz, mapę, fotografię.

W tej chwili możemy się też cieszyć dosyć sporą darmową biblioteka. Z ciekawości niech ktoś wskaże kogoś kto ma w domu 3 tysiące książek? Ty możesz już teraz i to po polsku być w posiadaniu takiej kolekcji. Mało tego spokojnie umieścisz ją w kieszeni, a wolne miejsce w domu możesz przeznaczyć na coś innego. Darmowe eBooki - biblioteka w kieszeni.

Bądź więc czujny. Od Ciebie też zależy nasze środowisko naturalne. Jeśli zwolenników wydawnictw cyfrowych będzie jeszcze więcej ceny oferowane przez wydawców będą jeszcze atrakcyjniejsze. To Ty czytelniku jesteś szefem, bo to my kupujemy e-książki zwane ebookami. Propaguj Tydzień e-książki wśród znajomych. Pokaż im skąd mogą pobrać eBooki za darmo. Pokaż niedowiarkom eBooka. Pokaż, że e-książka nie gryzie i też jest książką.

Jak ktoś powiedział e-Book z nami

Źródło ; BezKartek.pl, ebib.oss.wroc.pl, brzoza.wzks.uj.edu.pl, ebookweek.com

poniedziałek, 21 lutego 2011

Gdzie i jak wydać książkę - eBook w 5 minut. Self - publishing wolność tworzenia

Gdzie i jak wydać książkę - eBook? Masz już napisaną książkę i nie wiesz co dalej? Wydać eBooka czy książkę papierową? Na wysłane teksty wydawcy nie odpowiadają? Masz pewność, że Twoja książka jest genialna? Twoi przyjaciele to potwierdzają?

Self-publishing wolność tworzenia.

Self-publishing najprościej mówiąc to samodzielne wydanie swojego arcydzieła. Najbardziej znanymi autorami, którzy sami wydali swoje książki są Mark Twain, Lewis Caroll, Deorge Bernard Shaw, Edgar Allan Poe, Rudyard Kipling, Erich von Daniken czy ostatni polski sukces thrillera WYROK Mariusza Zielke - czytaj wywiad. Wiesz, że wśród 50 bestsellerów Kindle Amazonu jest 18 jest wydanych przez autorów? Ty też możesz znaleźć się w tym doborowym towarzystwie.

Wydanie książki papierowej wymaga więcej wysiłku. W przypadku eBooka sprawa staje się prosta. W sieci znajdziemy platformy oraz narzędzia, które niemal w kilka minut pozwolą Ci dotrzeć do nieograniczonej ilości odbiorców. Od Ciebie zależy Twój sukces. Warunek jest jeden treść Twojej książki powinna być wyjątkowa.

Czytaj - Jak napisać książkę i zostać pisarzem

Polski rynek self-publishing dopiero się rozwija. Całkiem niedawno powstały platformy, do publikacji i sprzedaży Twoich produkcji. Daleko nam jeszcze do potentatów z zza oceanu czy największego rynku azjatyckiego. Tam jednak wszystko jest mega i milion wydanych tytułów to takie demo, przygrywka do tego co nastąpi.

Każda platforma różni się w szczegółach produkcji. Generalnie nie musisz się starać o ISBN. To jest poza Tobą. Często koszt przygotowania książki - eBooka firmy biorą na siebie w zamian za odpowiednią prowizję. Nie ponosisz jednak kosztów ryzyka. Nie martwisz się o umowy dystrybucji. Dostajesz dostęp do panelu, gdzie zarządzasz treścią a nawet ustalacz cenę książki.
eBook w self-publishing jest idealnym rozwiązaniem.

Dla tych, którzy nie muszą martwić się środkami na wydanie mogą skorzystać z gotowego programu, który uatrakcyjni eBooka w multimedialne treści webpublication.pl.

Ciekawym i godnym polecenia projektem jest Wydaje.pl, gdzie znajdziesz nawet przewodnik jak to się wszystko robi. Podobną usługą chce się z Tobą podzielić you-ebook.pl oraz stronasztuki.pl, gdzie znajdziesz krótki filmik poglądowy. Jedna z nowszych platform z muzyka i eBookami jest Beezar.pl.

Idąc śladem Mariusza Zielke możesz liczyć także na BezKartek.pl, gdzie w ramach usługi Twój eBook zostanie przekształcony w formaty PRC i ePub, a jak pewnie już wiesz mBook staje się równie popularny jak eBook. Trudno też by było pominąć virtualo.pl współpracujące z empikiem. Mniej przejrzysty jest serwis poczytaj.to, ale w poszukiwaniach najlepszego miejsca nie można nie wspomnieć. Podobnie jak wydawnictwo innowacyjne Novae Res , w którym wydasz i eBooka i papierową książkę.

Jeśli nie przekonuje Cię eBook i nie ma dla Ciebie znaczenia ekologia możesz wydać książkę papierową. W tym celu więcej informacji uzyskasz na fortunet.eu działający z empikiem, radwan.pl,
wfw.com.pl.

Cóż pozostało skoro wmawiają nam, że Polacy nie czytają? Polacy do piór, komputerów i pisać, wydawać, publikować i oczywiście czytać.

Polecam Ci również artykuł Piotra Kowalczyka - Czym jest self-publishing i dlaczego warto zadbać o jego rozwój? 

Pamiętaj, że rozwój zależy też od Ciebie. Jak znasz jeszcze inne dobre linki prześlij w komentarzach.

czwartek, 17 lutego 2011

Mariusz Zielke - pisarz nieśmiertelnej nadziei

Mariusz Zielke 


Wydawnictwa Cyfrowe 

specjalnie dla Ciebie przeprowadziły 

wywiad z Mariuszem Zielke.

Mariusz Zielke dziennikarz i pisarz. 
Autor pierwszego polskiego thrillera finansowego WYROK



"Ziemia jest grzeszną pieśnią"
                           Timo Kustaa Mukka


- Od wielu lat pracuje Pan jako dziennikarz. Skąd taki pomysł na życie?

Dziennikarstwo to trochę przypadek. Ja zawsze chciałem być pisarzem, a pisanie do gazet traktowałem jako kompromis służący zarobieniu pieniędzy. Pisałem więc dla pieniędzy do gazet, a nocami „tworzyłem” dla sztuki. Niestety pisarz był ze mnie marny, dlatego przestałem pisać do szuflady i skupiłem się na dziennikarstwie. Zrozumiałem, że nie jestem w stanie napisać dobrej powieści, bo mam albo za mało talentu, albo za mało doświadczeń, za mało wiem o życiu. W dziennikarstwie się trochę tego nauczyłem i myślę, że już jestem w stanie mówić swoim głosem.

- Znane jest Pana zainteresowanie biznesem i finansami. Czy film Wall Street miał na to jakikolwiek wpływ?

Film Wall Street jest świetnym obrazem, bardzo mi się podobał. Ale nie miał żadnego wpływu na moje życie zawodowe. To też nie jest tak, że ja się szczególnie interesuję biznesem czy finansami. To przypadek posłał mnie w te rejony i starałem się je zrozumieć, bo było to konieczne zawodowo. Ale ja tak naprawdę nie rozumiem pieniądza, nie czuję go. Nigdy nie pracowałem dla pieniędzy i nie potrafię patrzeć przez ich pryzmat. Spotkałem w życiu masę osób, którzy otwarcie mówili, że to pieniądze są dla nich najważniejsze. Którzy wyznawali maksymę Gekko: chciwość jest dobra. Dla których to była postać kultowa, drogowskaz. Ja ich wciąż nie rozumiem. Stone też podobno nie rozumiał, dlaczego jego negatywny bohater stał się dla świata finansów guru i dlaczego taka bezwzględna postawa stała się dla wielu przykładem do naśladowania. Ja mam na to zupełnie inne spojrzenie.

- Jakie widzi Pan zalety i wady pracy dziennikarza?

Zawód dziennikarza to jeden z najcięższych zawodów (psychicznie), bo człowiek musi często pracować bardzo szybko (za szybko), w ciągłym stresie. Często musi też podejmować ryzyko i nie zawsze ma rację. Ryzyk w tym zawodzie jest masa, a pieniądze niestety nie są duże. Młody dziennikarz zarabia niewiele, a jak staje się doświadczonym dziennikarzem, to czasem przestaje być potrzebny, bo staje się za drogi. Pisze też mniej, bo jest trochę wypalony, a poza tym bardziej analizuje swoje materiały. W dziennikarstwie telewizyjnym jest trochę inaczej. Całe dziennikarstwo przeżywa kryzys, bo media mają także kłopoty ze znalezieniem się w rzeczywistości, gdzie każdy może być już dziennikarzem i gdzie w internecie można znaleźć wszystko nie kupując gazet.

- Zakładając NGI24, wybrał Pan wolność i niezależność. Czym są dla Pana te dwa pojęcia?

NGI24 miało być pierwszą dużą i profesjonalną gazetą w Polsce. Chciałem pozyskać na to 1 mln zł unijnych pieniędzy. Nie udało się i gazeta stała się tylko niewielkim, moim serwisem. Wolność i niezależność dla mnie to też odpowiedzialność. Kiedyś mogłem powiedzieć informatorowi: nie napiszę tekstu, bo mi tego redakcja nie puści (co nie zawsze było prawdą, bo czasem po prostu nie chciałem czegoś pisać). Kiedyś miałem też świadomość, że niektóre ciekawe tematy nie przejdą, bo gazeta nie będzie zainteresowana. Teraz nie mam już wymówek. Ale wolność i niezależność jest pozorna, bo konsekwencje napisania czegoś pod nazwiskiem są czasem bardzo bolesne. Mnie za jeden, świetnie zresztą udokumentowany tekst, wytoczono 5 procesów, w tym dwa karne. Jestem pewien, że je wygram, ale muszę walczyć w sądzie z najlepszymi prawnikami w Polsce i z firmą, która na ten proces jest w stanie wydać kilkaset tysięcy złotych a może nawet i kilka milionów (ode mnie żąda 1 mln zł odszkodowania). Podkreślam, że tekst był wyjątkowo dobrze udokumentowany, a moje zarzuty potwierdziła Komisja Nadzoru Finansowego i Sąd, wydając własne orzeczenia po własnych, a nie moich analizach. Procesy w Polsce trwają latami. W takiej sytuacji przestaje się widzieć wszystkie rzeczy czarno-biało. Nie żałuję, że napisałem tekst, ale teraz sam wstrzymuję się z publikacjami, które mogą doprowadzić do kolejnych procesów, nawet jak jestem pewien prawdziwości zarzutów. Nie będę w stanie się bronić w procesach a na obsługę prawną nie mam pieniędzy.

- Twórcy polskiego oscylatora z pierwszych lat "transformacji" zostali skazani za czyny zgodne z obowiązującym wtedy prawem. Czy ciężka praca związana z wytropieniem wielkich nadużyć nie jest marnowana przez organy powołane do piętnowania i karania sprawców? Postępowanie wobec "grupy trzymającej giełdę"  umorzono. Wielkie domy inwestycyjne za tzw. cudo-fixingi i manipulowanie kursem złotówki oraz akcji GPW nie zostały ukarane nawet symboliczną złotówką. Czy Pana zdaniem wynika to z nieznajomości praw i zasad ekonomii przez organy ścigania i sprawiedliwości, strachu przed "wielkimi" korporacjami czy może coś innego jest na rzeczy?

- Tych przykładów „niesprawiedliwości” jest więcej. Osoby, które straciły pieniądze na aferach upadłości domów maklerskich czują się bardzo skrzywdzeni, nie rozumieją, dlaczego nikt przez lata nie ponosi kary, nie zostaje osądzony, a nadzór nad rynkiem jest iluzoryczny. W USA Madoffa skazano w pół roku za bardzo skomplikowany przekręt. U nas znacznie prostsze sprawy trwają po 10 lat. Nie ma społecznego nacisku na zmianę tej sytuacji. Cały system jest niestety zły, bo nie zawsze wina braku konsekwencji dla oszustów leży w organach ścigania czy sądach. Ja się na przykład cieszyłem, że postępowanie w sprawie „grupy trzymającej giełdę” zostało umorzone, bo uważam, że zarzuty były niewłaściwe, nie powinny iść w tym kierunku, w którym szły. Ale sprawa „grupy” to nie tylko prokuratura. Były kary dla funduszy (kilka milionów złotych) za postępowania zarządzających, były zmiany prawa i wprowadzenie zasad etycznych. Trochę się na rynku po tych tekstach zmieniło, więc nie można powiedzieć, że moje teksty nie przyniosły efektu. Prokuratura postawiła zarzuty za działania etyczne (czego w mojej ocenie nie powinna robić), natomiast nie postawiła ich za wiele działań kryminalnych, które opisywałem. Nikt tego nie wyjaśnił, niestety. Inna sprawa, że są wyznawcy teorii, którzy uważają, że prokuratorzy i nadzorcy boją się zadzierać z korporacjami, które stać na najlepszych prawników.

- Dlaczego zdecydował się Pan na napisanie książki i skąd jej tytuł WYROK?

Tak jak powiedziałem, ja zawsze chciałem zostać pisarzem. Czy już nim jestem, nie wiem? To się okaże po ocenach WYROKU i po mojej drugiej książce. Tytuł WYROK wydaje mi się właściwy, bo w tej książce, wszyscy wydają wyroki. Czasem słusznie, częściej nie. Wszyscy moi bohaterowie mają na sumieniu jakiś wyrok. To jest książka o tym, jakie konsekwencje mają nasze wybory i jak ważna jest prawda, dochodzenie do niej. Jak czasem może ona być złudna i jak nieoczekiwane potrafi przybrać oblicza. Chciałbym tą książką napiętnować łatwość ferowania wyroków.

- Ile czasu trwała praca nad książką?

Trzy miesiące pisałem książkę, która na końcu miała około 700 stron. Potem trzy miesiące skracałem ją do 400 stron. Maszynopis wysłałem do kilku wydawnictw, ale książkę jeszcze praktycznie do samego druku poprawiałem. Tak naprawdę czytania jest więcej niż te 400 stron, bo gdyby książka została złamana jak inne pozycje obecnie, to stron powinno być około 450-500. Ale podobno czyta się dobrze i szybko. Nie nudzi.

Czytaj też;

Wyrok - Mariusz Zielke wzorem sukcesu self-publishing w Polsce


- Jaka część bohatera książki, dziennikarza Jakuba Zimnego, to Pan, a jaka jest pisarską wyobraźnią?

- Cóż, wszyscy bohaterowie są wymyśleni. Zimny jest przystojny, wysoki, szczupły. Jeśli to ja, to sprzed 10 lat i po operacji plastycznej. Tak naprawdę kiedyś spotkałem dziennikarza, który był Zimnym. Wyglądał dokładnie tak, jak go opisałem, zajmował się trudnymi tematami, był ciekawą postacią. Ale był znacznie bardziej bezwzględny niż Zimny i chyba miał więcej czarnych plam w charakterze. Może nawet taka postać do mojej książki byłaby lepsza, ciekawsza dla czytelnika, jednak ja chciałem, żeby Zimny reprezentował dziennikarstwo takie, jakim powinno być. Odważne, szczere, prowadzone do końca, bezkompromisowe, co nie znaczy, że bez żadnych skaz i pomyłek. Każdy ma prawo się pomylić. Trzeba się tylko umieć przyznać do błędu.

- Pan się potrafi przyznać do błędu?

- Też mam z tym problem. Bo czasem błąd nie jest taki jednoznaczny. Czasem jakaś osoba czuje się opisana niesprawiedliwie, choć było uzasadnienie do takiego jej opisania. To jest właśnie problem z personalizowaniem tekstów. Czasem opisanie mechanizmu jest znaczne lepsze niż obarczanie odpowiedzialnością za nieprawidłowości konkretnych ludzi. Bo nimi też kierują różne motywy, których nie jesteśmy w stanie poznać i ocenić. Personalizacja to wyrok, nie zawsze sprawiedliwy.

- Jakub Zimny i Mikael Blomkvist mogliby pracować razem? Co obecnie by ich pochłaniało?

Myślę, że obaj chcieliby w Polsce stworzyć gazetę dla dziennikarzy tzw. śledczych. Ja nie lubię tego określenia, bo dziennikarstwo powinno polegać na dokładnej analizie tematu i jest śledcze z założenia. Dziennikarz śledczy to człowiek, który potrafi tygodniami przesiedzieć nad aktami w sądzie i dokumentami, a nie ten, co wypije flaszkę wódki z agentem WSI czy CBA, po czym napisze tekst opierając się na uzyskanych informacjach, często zmanipulowanych. Są w Polsce tacy dziennikarze śledczy, którzy piszą w takim pijanym widzie. Dla nich nie byłoby miejsca w naszym piśmie. Prasowe dziennikarstwo śledcze w Polsce umiera. Z całym szacunkiem dla części osób jeszcze je uprawiających, które cenię, to ich dni są policzone. Smutne, ale prawdziwe. Chyba że pojawi się ktoś taki jak w USA, kto założy polskie ProPublica.org, gdzie tego typu dziennikarstwo może być realizowane.

- Pana zdaniem rzeczywisty obraz polskiej finansjery jest równie mroczny, niebezpieczny i bezwględny co w Wyroku?

Chciwość jest dobra – tak w wielu przypadkach to wygląda. Niestety bezwzględność jest cechą wielu rekinów finansjery. Jednak nie wszyscy tacy są. Na tym rynku jest wielu ludzi porządnych, mądrych, którzy się z tym stanem rzeczy nie zgadzają, którzy omijają przestępców, nie wchodzą w układy, nie korzystają z okazji. WYROK pokazuje różne strony rynku finansowego. Oczywiście więcej bohaterów powieści jest złych, ale to nie znaczy, że nie ma dobrych. Tak samo jest wśród biznesmenów. Są przedsiębiorcy, za których oddałbym głowę, bo wierzę, że są do szpiku uczciwi i starają się zrobić coś dobrego dla kraju i dla pracowników. Jak wszędzie są dobrzy i źli. I są tacy, którzy poruszają się pomiędzy nimi, którzy raz wybierają dobro, a raz zło. Świat nie jest czarno-biały. Tak samo, jak moja książkowa fikcyjna rzeczywistość.

- NGI24 powołało do życia wydawnictwo. Czy przygotowywane tytuły będą obejmować podobną tematykę jak WYROK?

Tak. Nawet sobie wymyśliliśmy, że mamy na celu wprowadzenie nowego podgatunku – thrillera finansowego – czyli kilku książek sensacyjnych z rynkiem finansowym w tle. Poza kontynuacją WYROKU piszę teraz naprawdę czarny, pełnokrwisty kryminał. To będzie zupełnie inna książka od WYROKU. Pełna emocji, bardzo krwista, angażująca czytelnika, który albo mnie po jej lekturze pokocha, albo znienawidzi.

- Były problemy z publikacją Wyroku. W czym wydawcy widzieli największą przeszkodę?

Sam nie wiem. Dostawałem informację, że książka się podoba, czasem pozytywną recenzję, a potem informację, że jest ryzykowna prawnie dla wydawcy, że wydawcy nie chcą ryzykować wieloletnich procesów. Nie zgadzam się z tym, bo książka jest całkowicie fikcyjna, nie przedstawia żadnej prawdziwej postaci czy firmy, wszystkie są wymyślone. A co do tła społeczno-politycznego, to przecież nie można mi zabronić wykorzystywania jakiś doświadczeń z mojej działalności dziennikarskiej w pisaniu fikcyjnego kryminału. Mam nadzieję, że nikt na podstawie tej książki nie będzie oceniał prawdziwych osób czy firm, bo to byłoby nadużycie. Książka to fikcja, nie ma w niej prawdziwych osób.

- Pana powieść ukazała się w wersji elektronicznej. To świadomy zabieg?

Książka miała jednocześnie ukazać się elektronicznie i w papierze, ale ze względu na dopinanie dystrybucji zdecydowałem się najpierw „wypuścić” wersję elektroniczną. Książka powinna być dostępna w księgarniach na początku marca.

- Czyta Pan eBooki?

Hmm, politycznie byłoby powiedzieć: tak. Prawda jest taka, że wolę papier. Lubię zapach książki, lubię przewracać prawdziwe kartki. Ale uważam, że wersje elektroniczne są potrzebne, tak żeby był wybór, szczególnie dla młodzieży, która lubi używać nowinek. Myślę, że ebooki są perspektywiczne, że są przyszłością, ale mam też nadzieję, że tradycyjne książki nie znikną.

- Jakiego rodzaju książki należą do Pana ulubionych lektur?

Ja czytam bardzo różne książki. W młodości lubiłem jednocześnie czytać po trzy, cztery pozycje. Nudziła mi się fantastyka, przeskakiwałem na kryminał czy powieść ambitniejszą. Zawsze starałem się, żeby jedna z tych książek była literaturą poważną, żeby się czegoś nauczyć, bo rozrywka jest fajna, ale często pusta i banalna. Wtedy nie widziałem czegoś pomiędzy, książek takich jak Pielewina, Riewazowa, Tomka Tryzny, Głowackiego, Kosińskiego, Lehana, Zafona, Akunina, Nabokova, Hellera. Książek, które się po prostu pochłania, które są i ambitne, i nowatorskie, i świetnie napisane. Męczyłem się straszliwie z Dostojewskim, Proustem czy z Marquezem, którego potem pokochałem. Za to Mistrza i Małgorzatę od razu poczułem. Lepszej książki chyba nie czytałem. Dawniej bardzo lubiłem literaturę skandynawską, ale nie kryminały. W latach 80-tych pożyczałem książki z tej serii w niewielkiej bibliotece na moim osiedlu, jak leci i właściwie wszyscy pisarze mi się podobali. Potem wpadłem w powieści iberoamerykańskie i bałkańskie z podobnym skutkiem – oni świetnie piszą. Następnie miałem przerwę. Larsson przypomniał mi, jak doskonali są Szwedzi. A kilka lat temu bawił mnie niezmiernie Topor swoimi krótkimi opowieściami. Największe zaległości mam z polską literaturą, a parę ciekawych książek widziałem i muszę nadrobić.

- Czy uważa Pan, że Wyrok zmusi kreatorów politycznej i gospodarczej rzeczywistości do jakiejkolwiek refleksji?

Jestem naiwny, więc mam nadzieję. Po to tę książkę napisałem. Chciałbym, żeby ktoś się opamiętał i zrobił coś dla tego kraju. Żeby uprościł procedury, nie ścigał ludzi, którzy są przedsiębiorczy, ale łapał prawdziwych przestępców. Żeby doceniał biznes, ale też nie pozwalał żerować na nim pasożytom, którzy w obecnej rzeczywistości najlepiej się przystosowują. Dyskusja polityczna w Polsce jest na straszliwie niskim poziomie. Rozdrapywanie jakiś idiotycznych wypowiedzi jednego czy drugiego posła jest ważniejsze niż los 2,5 tys. oszukanych osób. Wałkuje się sztucznego członka, chlanie wódy i gusta porno, a nie poważną tematykę. Najgorsze jest to, że w to wszystko pozwala się wmanewrować wielu mądrych polityków, których ja bardzo cenię, którzy są prawdziwą elitą kraju, ale którzy tracą mój szacunek. Bo ja od nich oczekuję zmian, a nie zdolności przetrwania czy robienia hucpy, żeby pokazać, jakimi idiotami są polityczni przeciwnicy.


Czytaj:




środa, 16 lutego 2011

Kto chce "wykończyć" ministra Daniluka? Członek Komisji Nadzoru Finansowego ma potężnych wrogów. Komu się naraził?

Kto chce "wykończyć" ministra Daniluka?

Mariusz Zielke

Członek Komisji Nadzoru Finansowego ma potężnych wrogów. Komu się naraził?


Zagadka kryminalna!!! Dariusz Daniluk* jest wiceministrem finansów i członkiem Komisji Nadzoru Finansowego. Ważnym człowiekiem, w moim odczuciu bardziej fachowcem niż politykiem. Nie wiem czy dobrym, czy złym. Zapewne jednak mądrą osobą i nie intrygantem. Niestety, obawiam się, że przez to skazanym na porażkę w starciu z ludźmi wprawionymi w „zwalczaniu” pracowników Ministerstwa Finansów. Ponieważ usłyszałem ostatnio pewną spiskową teorię, jakoby ktoś chciał moimi rękami go „wykończyć” (oczywiście medialnie) lub jedynie podkopać jego pozycję, to postanowiłem podjąć rękawicę. I to wcale nie tylko po to, żeby jasno powiedzieć, jak bardzo brzydzę się takimi metodami. W końcu mamy ferie – trochę zabawy nam nie zaszkodzi.

Proponuję zatem czytelnikom zabawę kryminalną. Otóż odpowiedź na pytanie, kto wydał fikcyjne zlecenie „zabójstwa” (medialnego) ministra Daniluka, znajdziecie na kartach książki WYROK. Podpowiedź: należy pomnożyć 100 przez 2 po czym od wyniku odjąć 27 (osobom mającym problemy w dostrzeżeniu problemów rynku kapitałowego zezwala się na użycie kalkulatora – instrukcja obsługi w książkach Dana Browna). W ten sposób uzyskamy numer strony. W pierwszym akapicie na tej stronie znajdują się dwa nazwiska. Jedno z nich jest odpowiedzią w naszej zagadce (niestety nie mogę więcej podpowiedzieć, bo quiz byłby za łatwy – trzeba będzie strzelić). Wśród prawidłowych odpowiedzi rozlosuję nagrodę: tradycyjny egzemplarz książki WYROK ze specjalną dedykacją. Odpowiedzi proszę przesyłać na adres: m.zielke@ngi24.pl (z dopiskiem: konkurs1) lub wpisywać w komentarzach. Zwycięzca będzie mógł zachować anonimowość lub nie (wedle życzenia). Możliwy będzie odbiór nagrody w punkcie kontaktowym (dla chcących zachować pełną anonimowość).

Książkę w wersji elektronicznej możecie kupić na www.bezkartek.pl

W księgarniach będzie dostępna od 2 marca. Na rozwiązania zagadki czekamy do 5 marca.

*Czytelników nie zorientowanych w tematyce intryg, przepraszam za cały wpis. Uprzejmie przepraszam też pana ministra Daniluka za użycie jego prawdziwego nazwiska w tej fikcyjnej zabawie. Smutnym faktem w całym happeningu jest to, że ktoś rzeczywiście atakuje pana ministra metodami poniżej pasa (niestety nie wiemy, kto). Długo zastanawiałem się, jak na to zareagować i doszedłem do wniosku, że skoro żyjemy w świecie, w którym niewiele osób dostrzega poważne dyskusje, to może ktoś zauważy żart. Tak też należy traktować cały ten wpis. Wyjaśnienie sprawy wkrótce na . Warto do nas zaglądać – będziemy mieli dla czytelników trochę niespodzianek.


wtorek, 15 lutego 2011

Szczęśliwa "7" Złotych Myśli

Wydawnictwo Złote Myśli obchodzi już 7 urodziny. Co przyniesie
szczęśliwa "7" Złotych Myśli?

Szczęśliwa "7" Złotych Myśli - konkurs


Jubileusz postanowiono uczcić atrakcyjna promocją. Do 15.03.2011 r. opłacając dowolne zamówienia kwotą w wysokości 50 zł masz szanse wygrać atrakcyjną nagrodę - iPad 16GB Wi-Fi lub iPoda shuffle.

Poznaj szczegóły urodzinowego konkursu Złotych Myśli.

Pamiętaj, że Ty też możesz zostać  30 000 partnerem Złotych Myśli.

Powodzenia

niedziela, 13 lutego 2011

e-Kiosk w nowych szatach do wzięcia

e-Kiosk w nowych szatach do wzięcia
 
e-Kiosk spółka notowana na Newconnect wprowadziła nową szatę graficzną swojej strony. Wygląd e-Kiosku prezentuje się dużo lepiej. Zmiany wprowadzono na początku lutego 2011r. Nie wiadomo jeszcze jak wpłynęło to na sprzedaż. Nastąpił jednak zauważalny wzrost zainteresowania i sprzedaż AudioBooków.

Nowa szata graficzna eksponuje trzy filary, na których chce oprzeć e-Kiosk swój dalszy rozwój. Łatwo zauważyć prenumeraty, AudioBooki i eBooki. Realizacja fuzji e-Kiosku z eGazety.pl pozytywnie wpłynęła na pozycję spółki. Widoczny jest również dzienny przyrost sprzedaży. W 2010r. średnia ilość dziennych zamówień wynosiła 70 . Obecnie jest to już około 100. Nie są jednak znane dane kwotowe

Jak podkreślono przygotowywane są znaczące projekty z dużymi i uznanymi markami, o których do czasu realizacji nie można wspomnieć. Jak znaczące i jak duże to projekty? Wkrótce się przekonamy.

Tymczasem IQ Partners S.A. fundusz venture capital także notowany na Newconnect zapowiedział zakończenie inwestycji w e-Kiosk. Przyjmując, że formuła rozwoju e-Kiosk S.A. jest na takim etapie, że pora na znalezienie inwestora branżowego. Transakcja planowana jest w I kwartale 2011r.

IQ Partners S.A. jest w posiadaniu 14,35% w kapitale zakładowym co stanowi taki sam procent głosów.

Notowania e-Kiosk S.A. zakończyły się 11.02.2011r. na poziomie 0,49 zł za papier.

Źródło; iqpartners.pl , pb.pl, e-Kiosk.pl

sobota, 12 lutego 2011

Walentynki 2011 - bądź sexy dla Niej i dla Niego

Walentynki 2011 - Święto zakochanych 

Nie wiesz jeszcze co ofiarować ukochanej osobie? Nie było czasu?  Święto Zakochanych umknęło Ci z pamięci? Nie nasz pomysłu na pomysłu na prezent?

Wiem co czujesz, Jest na to szybka rada.

Księgarnia 4M  przygotowała Walentynkową promocję. Pamiętaj, że każdy prezent może mieć indywidualne cechy. Drukując okładkę do płyty możesz dodać miłosne wyznanie. Taki prezent masz natychmiast. Mnóstwo miłosnych zaklęć i sentencji, wyznań mieszczą darmowe eBooki ePub.

20% kod rabatowy do zastosowania w koszyku to: walentynki2011
Promocyjna cena powyższych produktów trwa tylko do 14.02. Zamów już dziś i zrób miły prezent swoim ukochanym :)

Bądź sexy dla Niej i podaruj Ukochanej


Nielegalne związki - audiobook Ocena klientów: 5 gwiazdek
Nielegalne związki - audiobook

tylko teraz
20,72 zł 25,90 29,90
Zamów
Miłość i zdrada z punktu widzenia mężczyzny. Opowieść o uczuciu, które nie ma prawa istnieć, a zarazem analiza struktur społecznych ograniczających wolność człowieka, wikłających go w role, których nie jest w stanie wypełnić.
Bruksela. Miasto władzy, wielkiej polityki i układów, miasto gdzie krzyżują się drogi wszystkich narodów kontynentu. Ona - Megi. Polska prawniczka, robiąca karierę w Komisji Europejskiej. Piękna, inteligentna kobieta, za którą mężczyźni oglądają się na ulicy, matka dwójki wspaniałych dzieci. On - Jonathan. Mąż, pisarz. Zajmuje się domem. Męski odpowiednik Anny Kareniny, rozdarty między miłością do rodziny a gwałtowną namiętnością do innej kobiety. Ta druga - Andrea. Narzeczona szefa Megi. Ambitna dziennikarka telewizyjna. Piękna, zmysłowa, uwodzicielska. Spotyka się z Jonathanem w kościołach, do których w świeckiej Brukseli nikt nie chodzi.
Plebanek opowiada o zmaganiu z wymykającym się spod kontroli uczuciem, wyrzutach sumienia, lęku przed ranieniem bliskich. Bez pruderii pisze o seksie, otwarcie stawia pytania o miłość, pożądanie i wierność.









warto poznać także...

Siedem lat później - audiobook
Ocena klientów: 5 gwiazdek

Siedem lat później
AudioBook MP3
Tessa i Nick Russo zakochali się od pierwszego wejrzenia. Teraz są już siedem lat i dwoje dzieci później. Kiedy w rocznicę ich ślubu romantyczną kolację przerywa telefon ze szpitala, żadne z nich nawet nie domyśla się, ile może się zmienić. Tego wieczoru doktor Russo spotyka Valerie...
Najnowsza książka Emily Giffin, Siedem lat później, podobnie jak poprzednie natychmiast po premierze trafiła na listy bestsellerów „New York Timesa” i Amazon.com. Wszystkie powieści tej autorki zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków i sprzedały się w wielu milionach egzemplarzy.
A co o audiobooku myślą klienci?
Książka bardzo mi się podobała, pokazuje problemy życia małżeńskiego, problemy doprowadzające do zdrady i możliwość wybaczenia. - Irena
20,72 zł 25,90 29,90
Zamów

Smak miodu - audiobook
Ocena klientów: 4 gwiazdki

Smak Miodu
AudioBook MP3

Głośna bestsellerowa książka syryjskiej pisarki. Oficjalnie wyklęta w większości krajów arabskich, bije rekordy popularności w rankingach sprzedaży.
I nic dziwnego. Bo rozpala emocje. I wyobraźnię.
"Jedni zbierają książki kucharskie, inni szukają starych map, ja mam swoje hobby – księgi rozkoszy" - pisze narratorka powieści. Zna na pamięć niemal wszystkie traktaty. Recytowała je Myślicielowi, gdy rozpalona wślizgiwała się do jego łóżka. Ale nigdy nie odważyła się o nich napisać. Do czasu gdy dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Paryżu, w której pracowała, zaproponował jej przygotowanie referatu o starych arabskich księgach erotycznych na konferencję w Nowym Jorku.
Wyjeżdża do Tunisu, by zanurzyć się w arabskim świecie. W zapachach, smakach, głosach. I w języku. Słucha opowieści kobiet. Cytuje erotyczne traktaty sprzed wieków. Wspomina licznych kochanków. Bo to także praca o niej. Piękna, subtelna i mocna opowieść. Z ogniem pożądania zalewającym stronice. Ze zmysłowymi tajemnicami skrywanymi pod czarczafem. Z zapomnianymi słowami starych mistrzów ars amandi. I choć to arabski jest językiem seksu, po polsku brzmią one równie elektryzująco.
A co o audiobooku myślą klienci?
Książka pełna delikatności mimo, że porusza tematy tzw. ,,drażliwe''. Jeśli nie masz uprzedzeń do tego rodzaju tematyki, to może Cię ona zmusić do przemyślenia paru życiowych prawd. Jakich? Przeczytaj (posłuchaj) tę książkę. - qubit
20,72 zł 25,90 36,48
Zamów

Kochanka - ebook
Ocena klientów: 5 gwiazdek

Kochanka
eBook MP3
Powieść Martine McCutcheon, aktorki znanej m.in. z filmu To właśnie miłość. Lekka i pełna erotyki opowieść o tym, czego naprawdę pragną kobiety, na tle życia bogatych londyńskich sfer.
Na wielkim party z okazji swych trzydziestych urodzin, Mandy, organizatorka przyjęć, poznaje Jake’a z agencji reklamowej. Czarujący mężczyzna od razu jej wyznaje, że bardzo mu się podoba i że... ma żonę oraz dwoje dzieci. Mandy nie chce takiego romansu, po czym przyjmuje zaproszenie na randkę. Jako kochanka nie czuje się bezpieczna, bo „ta pierwsza” może zmienić jej życie w prawdziwe piekło...
Szybka akcja, błyskotliwe dialogi.
23,68 zł 29,60 32,90
Zamów


Bądź sexy  dla Niego i podaruj Ukochanemu

 

Niespokojny człowiek - audiobook
Ocena klientów: 4 gwiazdki
Niespokojny człowiek - audiobook

tylko teraz
31,92 zł 39,90 49,90
Zamów
Nowa bestsellerowa powieść Henninga Mankella – kryminał polityczno-szpiegowski oparty na wydarzeniach z czasów zimnej wojny!
Kurt Wallander przenosi się do domku pod Ystad i sprawia sobie psa, o czym zawsze marzył. Komisarz starzeje się, cierpi na różne dolegliwości i samotność. Pewnego dnia dowiaduje się od córki, że będzie dziadkiem. Ojcem dziecka i przyszłym mężem Lindy jest Hans, syn Håkana von Enkego, emerytowanego oficera marynarki wojennej.
Podczas przyjęcia z okazji swoich 75. urodzin Håkan von Enke opowiada Wallanderowi historię z lat 80. XX wieku, kiedy na szwedzkie wody terytorialne wtargnęła obca łódź podwodna, a on otrzymał rozkaz, by jej nie atakować. Po latach von Enke jest bliski rozwiązania tamtej zagadki, ale któregoś dnia znika w niejasnych okolicznościach. Komisarz rozpoczyna prywatne śledztwo i odkrywa, że ma do czynienia ze spiskiem sięgającym najwyższych władz...
A co o audiobooku myślą klienci?
Kolejny dobry kryminał spod ręki Henninga Mankella. (...) - Jarosław Jakubiak









warto poznać także...

Mężczyzna, który się uśmiechał - audiobook
Ocena klientów: 4 gwiazdki

Na bezdrożach Skanii ma miejsca tragiczny wypadek samochodowy, w którym ginie znany prawnik. Jego syn, Sten Torstensson, jest przekonany, że doszło do morderstwa, i opowiada o swoich przypuszczeniach komisarzowi Wallanderowi. Ten jednak nie chce mu pomóc, pogrążony w depresji po tym, jak na służbie zabił człowieka. Kiedy Torstensson zostaje zastrzelony, Wallander decyduje się poprowadzić śledztwo. Wkrótce wychodzi na jaw, że ze sprawą wiążą się inne zagadkowe zabójstwa, a każdy krok komisarza śledzi tajemniczy potentat finansowy.
Podobnie jak w swoich wcześniejszych powieściach, szwedzki mistrz kryminału stopniowo buduje napięcie, perfekcyjnie kreśląc narodziny zła.
A co o audiobooku myślą klienci?
Polecam wszystkim miłośnikom kryminałów. Dobra intryga, inteligentny policjant, dobrze oddane szwedzkie realia. - Jarosław Jakubiak
23,92 zł 29,90 33,60
Zamów

Mediapolis - ebook

Mediapolis
eBook MP3
Miasto przyszłości zasłane jest mrokiem i brudem. Nielegalne sex-show oraz bezwzględne patrole na ulicach. Ciągła inwigilacja ludności i korupcja władz. Społeczeństwo kontrolowane. Społeczeństwo pozornie idealne.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto zbuntuje się przeciw systemowi.
Abel nigdy nie chciał zostać bohaterem. Dzięki nadzwyczajnym zdolnościom technicznym mógł wyłączyć olbrzymi telewizor, który każdego dnia penetrował mu umysł, rozsiewając fałszywe poglądy Pierwszego Kapłana. Odtąd stał się wyrzutkiem. Miał jednak swój port, miłość, w która nadawała cały sens jego życiu - Annę, piękną kobietę, a zarazem rebeliantkę jak on. Niebawem i ją pochłania "system". Abel samotnie staje przeciw miastu, którego prawdziwe oblicze jest równie potworne, co bezwzględne.
Wyobraź sobie połączenie tego, co najlepsze, w Roku 1984 Orwella, Łowcy androidów Dicka i Scotta oraz w V jak Vendetta Moore'a i Lloyda. Przekrocz mury Mediapolis.
13,60 zł 17,00 29,90
Zamów

Śmierć na śniegu - ebook

Tajemnicze morderstwo popełnione w lesie wywołuje lawinę niekontrolowanych wydarzeń i mrocznych pytań. Czy zbrodnia dokonana na czarnoskórym mężczyźnie miała podłoże rasowe? Czy jest jakoś powiązana z tuszowanymi aferami sprzed lat? I co z zabójstwem ma wspólnego Krystian Rokicki, starszy aspirant katowickiej policji, znaleziony na miejscu zbrodni obok ofiary? Czy uda mu się wytropić mordercę? A może to on sam ma krew na rękach...?
Śmierć na śniegu Konrada Staszewskiego to rasowa powieść policyjna z wyraźnie zarysowanymi bohaterami i wartką akcją, która przenosi czytelnika m.in. do Katowic, Łodzi i Krakowa. To kryminał, który trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich zdań.
10,80 zł 13,50 26,99
Zamów

piątek, 11 lutego 2011

Mroczne sekrety polskiej finansjery!

Mariusz Zielke - WYROK

Poznaj mroczne sekrety polskiej finansjery!


Niezwykła, wciągająca powieść o wielkich pieniądzach i mrocznych tajemnicach finansjery. Takiej książki w Polsce jeszcze nie było!

Mocny, tajemniczy, mroczny - Pierwszy polski thriller finansowy!

WYROK to wielowątkowa powieść kryminalna z akcją mocno osadzoną w realiach funkcjonowania rynku kapitałowego i finansowego w Polsce. Szybkie tempo akcji, wiele mylnych tropów, obrazowe opisy przestępstw finansowych i mechanizmów władzy, rozmach i zaskakujące zakończenie jak w książkach Stiega Larssona czy kryminałach Harlana Cobena – to główne cechy tego pierwszego polskiego thrillera finansowego.
Dziennikarz Jakub Zimny ujawnia podejrzane transakcje Andreasa Holdnera, światowej sławy maklera działającego w Polsce. Nie przeczuwa, że uruchomi tym samym lawinę wydarzeń prowadzących do prawdziwego dziennikarskiego tematu życia: wielkiej afery finansowej, ze zorganizowaną przestępczością w tle, zabójstwami i korupcją na szczytach władzy. Zimny wejdzie w konflikt z wpływowym biznesmenem i znajdzie się na celowniku zawodowego zabójcy. W tym samym czasie w Krakowie ginie księgowa renomowanego domu maklerskiego, a zbrodnię upozorowano na wzór znanego przed laty seryjnego mordercy Karola Kota...
WYROK ma wciągającą fabułę, napięcie, przesłanie – wszystko to, czego potrzebuje dobra współczesna powieść!

WYROK, Mariusz Zielke
WYROK, Mariusz Zielke

Bezkartek.pl - Self Publishing
Kryminał i sensacja

WYROK to wielowątkowa powieść kryminalna z akcją mocno osadzoną w realiach funkcjonowania rynku kapitałowego i finansow...


cena sugerowana 29.00 zł

O Autorze

Mariusz Zielke


Urodzony strzelec (2.12.1971), choć równie często zdarzało się mu pudłować co trafiać. W życiu rodzinnym stateczny mąż i ojciec dwójki dzieci. Od 1999 r. związany z dziennikiem gospodarczym "Puls Biznesu", wcześniej autor tekstów w branżowych periodykach filmowych i specjalistycznych wydawnictwach. Pisał teksty podróżnicze, popularno-naukowe, a - podczas studiów - także opowiadania dla kobiet "z życia wzięte". Studiował na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Poza dziennikarką uprawiał zawody kuriera, opiekuna w domu pomocy dla osób psychicznie chorych, rozlepiacza plakatów teatralnych, organizatora dyskusyjnych klubów filmowych, montera ciągników i tragarza sejfów. Więcej grzechów nie pamięta. W 2005 r. za ściganie giełdowych zmów i przekrętów dostał nagrodę Grand Press w kategorii "dziennikarstwo śledcze". Rok później nominowano go w kategorii dziennikarstwa specjalistycznego za cykl o absurdach urzędniczych i przetargach. W 2009 r. założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), która dzięki inwestycji miliona złotych z unijnych pieniędzy miała stać się pierwszą dużą gazetą internetową w Polsce. Pieniędzy nie dostał. I całe szczęście. Przygotowuje obecnie trzy książki, w tym dwie beletrystyczne i jedną... hmm, popularno-naukową.

Fragment

Rozdział 30

"Ten, kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać"
Niccolo Machiavelli

Na 45. piętrze hotelu Intercontinental Zenon Maciarz nalał do czterech szklanek 64. letniej whisky  Glenfiddich  i podał trunek swoim gościom. Z trzech siedzących przed nim mężczyzn lubił tylko jednego, polityka reprezentującego kancelarię premiera polskiego rządu. Dwaj pozostali – przedstawiciele holenderskiego konsorcjum finansowego – to byli cwani prawnicy, nie biznesmeni. Maciarz nie szanował ludzi, którzy udawali władców świata, a tak naprawdę nie rozumieli biznesu, bo pracowali dla pieniędzy. Dla nich liczyła się marka samochodu, zegarka,  droga dziwka, a nie władza. On był twórcą, artystą. Oni tylko... zwykłymi trybikami w maszynie. Do wymiany, w każdej chwili. Pogardzał nimi, podobnie jak teoriami o wyższości zarządzania firmą za pomocą wynajętych specjalistów.
Nic nie zastąpi właściciela. Chyba, że jest głupi. Ale jak jest głupi, to prędzej czy później i tak wykończy firmę, bo fachowcy nie oddadzą serca głupcowi. To samo jest z Państwem. Tak naprawdę majątek państwowy należy do wszystkich, czyli do nikogo. Nikt nie czuje się właścicielem. A wynajęci polityczni aparatczycy są za słabi.
Maciarz czuł się właścicielem państwowego majątku.
- Na zdrowie – rzucił gospodarz i wychylił szklaneczkę jednym haustem.
Jego goście zaledwie umoczyli  usta.
Ech, z Rosjanami to wy byście biznesu nie zrobili.
Dwumetrowe ciało Maciarza potrzebowało zaledwie dwóch kroków, by znaleźć się znów przy barku. Nalał sobie kolejną porcję trunku.
- Czy mam rozumieć, że zapewnienia polskiego rządu uspokajają panów obawy? - zapytał bez ogródek.
Prawnicy spojrzeli po sobie.
- Poniekąd – odparł jeden z nich. – Jednak ostateczna decyzja i tak będzie należała do zarządu i akcjonariuszy.
Dość uprzejmości!
- Chciałbym, żeby jedna rzecz była jasna – powiedział biznesmen nie patrząc na prawników. – Konflikt reprezentowanej przez panów firmy z polskim rządem trwa od 10 lat. Doczekaliśmy się trzech sprzecznych wyroków sądów. Możemy oczekiwać kolejnych, ale biznes będzie na tym tylko cierpiał. Proszę potraktować przekazaną dziś dokumentację jako gest dobrej woli, ale radzę też zrobić analizę ryzyk. O ile dobrze policzyłem, to trzech z pięciu członków zarządu panów pracodawcy, po ujawnieniu tych dokumentów może pójść do więzienia.
- Zgodnie z holenderskim prawem... - zaczął prawnik, ale Maciarz uciszył go gestem dłoni.
- Właśnie zgodnie z holenderskim prawem. Polski rząd, tak jak zadeklarował mój przyjaciel – tu Maciarz skłonił się w kierunku czerwonego na twarzy przedstawiciela partii rządzącej – nie zamierza prowadzić agresywnej obrony. Ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że tylko agresywna obrona ma sens. Holenderskie więzienia są podobno łagodne, nawet dla finansistów.
- Doceniamy gest, jednak...
- Mówiąc wprost – Maciarz znów nie dał dokończyć prawnikowi – albo dogadamy się w ciągu dwóch tygodni albo zrywamy negocjacje i wdrażamy drugą część planu. I proszę przyjąć do wiadomości, że my już nie zaprosimy panów do stołu.
- Zawsze tak się mówi – wyrwało się drugiemu prawnikowi.
Młody, niedoświadczony gówniarz.
- Polski rząd nie będzie negocjował z firmą zamieszaną w największą aferę finansową w Europie ostatniego dziesięciolecia. Jeśli dokumenty, które panom przekazaliśmy ujrzą światło dzienne, zakończenia sporu sądowego możemy pożyczyć następnemu pokoleniu. My tego nie doczekamy.
- Koszty dla Polski będą ogromne.
- Polska potrafiła wyjść zwycięsko z opresji nawet z pozornie beznadziejnej sytuacji – zakończył Maciarz – Żegnam panów.
Gdy prawnicy wyszli, człowiek z kancelarii premiera westchnął głośno.
- Uff. Ciężko było. Myślisz, że pójdą na współpracę?
- Głupotą byłoby nie skorzystać. Impas trwa zbyt długo.
Polityk uśmiechnął się. Zakończenie sporu z Holendrami w sprawie jednego z największych konfliktów publiczno-prywatnych byłoby nie lada sukcesem dla rządu.
- Jak my ci się odwdzięczymy?
Cóż, będziecie mieli okazję.
- Polska jest najważniejsza – powiedział krótko Maciarz.
- Dzięki, nikt by lepiej tego nie wymyślił. Blef był doskonały.
Maciarz uśmiechnął się.
- To nie był blef.

*

Zaraz po wyjściu polityka, Maciarz zadzwonił do doradcy odpowiadającego za przygotowanie oferty nowego dziecka przedsiębiorcy – GreenTechu. Od tego sukcesu mogło zależeć powodzenie następnego, kluczowego projektu.
- Na 90 procent mogę cię zapewnić, że instytucje publiczne złożą zapisy po najwyższej cenie, co najmniej na połowę oferowanej puli akcji. Mamy też gwarancje ochrony podatkowej i inwestycyjnej.
- Jesteś cudotwórcą. Pamiętaj, że wszyscy mają dobrze na tym zarobić.
To tylko biznes. Nic więcej.
Maciarz wyjrzał przez okno swojego gabinetu. Znów pojawiły się te niepokojące pytania:  Gdzie jest granica? Gdzie kończą się te szczebelki na jakubowej drabinie? Czy na pewno u Boga? Co jeszcze musi zrobić, by do Niego dotrzeć? I co będzie dalej?
Z biegiem lat beztroskie do niedawna życie biznesmena zmieniało się. Świat się zmieniał. Było tysiące wytłumaczeń jego nowych radości i smutków. A jednak pytania o sens całego tego bytu pojawiały się częściej.
Mały, słaby punkcik na mapie Wszechświata. Ale chce być jego centrum. Nawet najsłabsza część materii jest dla niej ważna. A może nawet najważniejsza. W końcu wszystkie porażki wynikają z uderzenia w słaby punkt.
Od kiedy dziesięć lat temu przebył stan przedzawałowy, pytania pojawiały się częściej. I już nie tak łatwo było zastąpić odpowiedzi kolejnymi spotkaniami. Już nie tak łatwo było odpowiedzieć:
Panie Boże, nie mam dziś czasu, żeby się nad tym zastanowić. Może jutro.
Z drugiej strony, czy cokolwiek musiał jeszcze udowadniać?
Pierwsze kroki w biznesie zaczynał jeszcze w latach osiemdziesiątych. Podobnie jak Kulczyk, Solorz, Wejchert czy Krauze potrafił się odnaleźć w  niełatwej rzeczywistości lat 80. XX wieku, w których upadająca komuna nie była już w stanie jasno precyzować swojej ideologii i ram prawnych, a co mądrzejsi przedstawiciele reżimu szukali okazji do ewakuacji z tonącego okrętu.
To były dzikie czasy. A może właśnie znacznie  prostsze niż obecne? Łatwo można było zbić fortunę i to zupełnie nie ryzykując. Można też było ją szybko stracić, jeśli nie miało się odpowiedniego nastawienia. Cech lisa i tygrysa.
Przebiegłość i siła. W odpowiednich proporcjach. Dzielone i łączone. Wstrząśnięte, nie mieszane.
Maciarz, co prawda, nie miał tak łatwo w początkach biznesowej kariery jak inni dzisiejszy notable. Niemal wszyscy mieli rodziny na zachodzie, pieniądze na  start, pewnie też większość musiała iść na układ ze służbami specjalnymi lub bandziorami. Biznes Maciarza rósł od zera, nie wybijał się i nie rzucał w oczy, dzięki czemu smutni panowie z blachami byłego SB czy wywiadu wojskowego pojawili się u niego dopiero, gdy on już miał swój pierwszy milion.
Był niezwykle dumny, gdy jednym z pierwszych zdań, jakie powiedział do niego zapijaczony esbek było:
- Jak pan się uchował przez tyle lat, żeśmy nic o panu nie wiedzieli?
Esbek nie żył od wielu lat.  A szkoda, bo łebski był z niego facet. Drugi ze smutnych panów jeszcze do niedawna szefował siatce informacyjnej, jaką obaj stworzyli w przedsiębiorstwach Maciarza.
Wiedza to siła. Jeśli nie chcesz się obudzić z ręką w nocniku, powinieneś kontrolować samego siebie.
Potem przychodziły setki kolejnych przyjaciół. Polityków, policjantów, agentów, prawników, doradców, lobbystów. Porządni i świnie. Jedni chcieli tylko pojedynczą działkę, inni pracy, wstawiennictwa, dobrego słowa.
Dzielił się, dopóki nie przekraczali granicy.
A gdy przekraczali...
Maciarz rzucił okiem na tablicę pamiątkową na lewej ścianie jego gabinetu. Miała jakieś trzy metry wysokości i cztery i pół metra szerokości. Były tam zdjęcia z Billem Clintonem, Andrzejem Wajdą, Tomaszem Stańko, Robertem  Redfordem, księciem Karolem oraz wieloma innymi znanymi osobistościami ze świata kultury, show-biznesu, polityki, w tym ze wszystkimi prezydentami i premierami Polski. Maciarz od lat hojnie obdarowywał cennych przyjaciół, stowarzyszenia i fundacje charytatywne, kościoły, kluby, instytucje kultury. W zamian oczekiwał tylko jednego: osobistego podziękowania od najwyższych władz. I je uzyskiwał.
Działalność dobroczynna to też świetny biznes. Dający przy okazji masę satysfakcji.

Zdjęcie z Papieżem wisiało najwyżej, mimo że Maciarz był osobą niewierzącą. Ale spotkanie z Janem Pawłem go odmieniło, bo wyjątkowość tego człowieka była bliska boskości.
Jednak najczęściej zerkał na mało wyeksponowane zdjęcie z balu po posiedzeniu Polskiej Rady Biznesu. Na zdjęciu uśmiechnięte twarze biznesmenów z pierwszej ligi. I on – Zenon Maciarz, wreszcie dopuszczony do elitarnego grona najważniejszych osób w państwie. Pociągających za sznurki.
Co z tego, że zaczynał od produkcji konserw?
Kulczyk handlował samochodami, Solorz sprowadzał wartburgi i przewoził paczki z Niemiec, Krauze pierwsze kroki w biznesie stawiał w firmie handlującej skórami, Wejchert najpierw założył myjnię samochodową, a potem wyrabiał chipsy.
A teraz?
Telewizje, informatyka, biotechnologia.
Tworzyli prawdziwe blue chipy.
Maciarz dobijał się do tego grona przez lata. Przebył długą drogę. Pełną upokorzeń i wyrzeczeń.

Archiwum bloga