WYDAWNICTWA CYFROWE ZAWSZE TAM,GDZIE TY

Wydawnictwa cyfrowe to rzeczywiście współczesna rewolucja.Subiektywny Blog poświęcony informacjom i nowościom publikacji elektronicznych pozwalającym zabieganym wykorzystywać maksymalnie czas bawiąc i ucząc,dają niewidomym i niedowidzącym nieograniczony dostęp do wiedzy oraz ograniczają degradacje naszego niepowtarzalnego środowiska.O tym wszystkim piszę.

kontakt ; wydawnictwacyfrowe@gmail.com





Szukaj na tym blogu

czwartek, 17 lutego 2011

Mariusz Zielke - pisarz nieśmiertelnej nadziei

Mariusz Zielke 


Wydawnictwa Cyfrowe 

specjalnie dla Ciebie przeprowadziły 

wywiad z Mariuszem Zielke.

Mariusz Zielke dziennikarz i pisarz. 
Autor pierwszego polskiego thrillera finansowego WYROK



"Ziemia jest grzeszną pieśnią"
                           Timo Kustaa Mukka


- Od wielu lat pracuje Pan jako dziennikarz. Skąd taki pomysł na życie?

Dziennikarstwo to trochę przypadek. Ja zawsze chciałem być pisarzem, a pisanie do gazet traktowałem jako kompromis służący zarobieniu pieniędzy. Pisałem więc dla pieniędzy do gazet, a nocami „tworzyłem” dla sztuki. Niestety pisarz był ze mnie marny, dlatego przestałem pisać do szuflady i skupiłem się na dziennikarstwie. Zrozumiałem, że nie jestem w stanie napisać dobrej powieści, bo mam albo za mało talentu, albo za mało doświadczeń, za mało wiem o życiu. W dziennikarstwie się trochę tego nauczyłem i myślę, że już jestem w stanie mówić swoim głosem.

- Znane jest Pana zainteresowanie biznesem i finansami. Czy film Wall Street miał na to jakikolwiek wpływ?

Film Wall Street jest świetnym obrazem, bardzo mi się podobał. Ale nie miał żadnego wpływu na moje życie zawodowe. To też nie jest tak, że ja się szczególnie interesuję biznesem czy finansami. To przypadek posłał mnie w te rejony i starałem się je zrozumieć, bo było to konieczne zawodowo. Ale ja tak naprawdę nie rozumiem pieniądza, nie czuję go. Nigdy nie pracowałem dla pieniędzy i nie potrafię patrzeć przez ich pryzmat. Spotkałem w życiu masę osób, którzy otwarcie mówili, że to pieniądze są dla nich najważniejsze. Którzy wyznawali maksymę Gekko: chciwość jest dobra. Dla których to była postać kultowa, drogowskaz. Ja ich wciąż nie rozumiem. Stone też podobno nie rozumiał, dlaczego jego negatywny bohater stał się dla świata finansów guru i dlaczego taka bezwzględna postawa stała się dla wielu przykładem do naśladowania. Ja mam na to zupełnie inne spojrzenie.

- Jakie widzi Pan zalety i wady pracy dziennikarza?

Zawód dziennikarza to jeden z najcięższych zawodów (psychicznie), bo człowiek musi często pracować bardzo szybko (za szybko), w ciągłym stresie. Często musi też podejmować ryzyko i nie zawsze ma rację. Ryzyk w tym zawodzie jest masa, a pieniądze niestety nie są duże. Młody dziennikarz zarabia niewiele, a jak staje się doświadczonym dziennikarzem, to czasem przestaje być potrzebny, bo staje się za drogi. Pisze też mniej, bo jest trochę wypalony, a poza tym bardziej analizuje swoje materiały. W dziennikarstwie telewizyjnym jest trochę inaczej. Całe dziennikarstwo przeżywa kryzys, bo media mają także kłopoty ze znalezieniem się w rzeczywistości, gdzie każdy może być już dziennikarzem i gdzie w internecie można znaleźć wszystko nie kupując gazet.

- Zakładając NGI24, wybrał Pan wolność i niezależność. Czym są dla Pana te dwa pojęcia?

NGI24 miało być pierwszą dużą i profesjonalną gazetą w Polsce. Chciałem pozyskać na to 1 mln zł unijnych pieniędzy. Nie udało się i gazeta stała się tylko niewielkim, moim serwisem. Wolność i niezależność dla mnie to też odpowiedzialność. Kiedyś mogłem powiedzieć informatorowi: nie napiszę tekstu, bo mi tego redakcja nie puści (co nie zawsze było prawdą, bo czasem po prostu nie chciałem czegoś pisać). Kiedyś miałem też świadomość, że niektóre ciekawe tematy nie przejdą, bo gazeta nie będzie zainteresowana. Teraz nie mam już wymówek. Ale wolność i niezależność jest pozorna, bo konsekwencje napisania czegoś pod nazwiskiem są czasem bardzo bolesne. Mnie za jeden, świetnie zresztą udokumentowany tekst, wytoczono 5 procesów, w tym dwa karne. Jestem pewien, że je wygram, ale muszę walczyć w sądzie z najlepszymi prawnikami w Polsce i z firmą, która na ten proces jest w stanie wydać kilkaset tysięcy złotych a może nawet i kilka milionów (ode mnie żąda 1 mln zł odszkodowania). Podkreślam, że tekst był wyjątkowo dobrze udokumentowany, a moje zarzuty potwierdziła Komisja Nadzoru Finansowego i Sąd, wydając własne orzeczenia po własnych, a nie moich analizach. Procesy w Polsce trwają latami. W takiej sytuacji przestaje się widzieć wszystkie rzeczy czarno-biało. Nie żałuję, że napisałem tekst, ale teraz sam wstrzymuję się z publikacjami, które mogą doprowadzić do kolejnych procesów, nawet jak jestem pewien prawdziwości zarzutów. Nie będę w stanie się bronić w procesach a na obsługę prawną nie mam pieniędzy.

- Twórcy polskiego oscylatora z pierwszych lat "transformacji" zostali skazani za czyny zgodne z obowiązującym wtedy prawem. Czy ciężka praca związana z wytropieniem wielkich nadużyć nie jest marnowana przez organy powołane do piętnowania i karania sprawców? Postępowanie wobec "grupy trzymającej giełdę"  umorzono. Wielkie domy inwestycyjne za tzw. cudo-fixingi i manipulowanie kursem złotówki oraz akcji GPW nie zostały ukarane nawet symboliczną złotówką. Czy Pana zdaniem wynika to z nieznajomości praw i zasad ekonomii przez organy ścigania i sprawiedliwości, strachu przed "wielkimi" korporacjami czy może coś innego jest na rzeczy?

- Tych przykładów „niesprawiedliwości” jest więcej. Osoby, które straciły pieniądze na aferach upadłości domów maklerskich czują się bardzo skrzywdzeni, nie rozumieją, dlaczego nikt przez lata nie ponosi kary, nie zostaje osądzony, a nadzór nad rynkiem jest iluzoryczny. W USA Madoffa skazano w pół roku za bardzo skomplikowany przekręt. U nas znacznie prostsze sprawy trwają po 10 lat. Nie ma społecznego nacisku na zmianę tej sytuacji. Cały system jest niestety zły, bo nie zawsze wina braku konsekwencji dla oszustów leży w organach ścigania czy sądach. Ja się na przykład cieszyłem, że postępowanie w sprawie „grupy trzymającej giełdę” zostało umorzone, bo uważam, że zarzuty były niewłaściwe, nie powinny iść w tym kierunku, w którym szły. Ale sprawa „grupy” to nie tylko prokuratura. Były kary dla funduszy (kilka milionów złotych) za postępowania zarządzających, były zmiany prawa i wprowadzenie zasad etycznych. Trochę się na rynku po tych tekstach zmieniło, więc nie można powiedzieć, że moje teksty nie przyniosły efektu. Prokuratura postawiła zarzuty za działania etyczne (czego w mojej ocenie nie powinna robić), natomiast nie postawiła ich za wiele działań kryminalnych, które opisywałem. Nikt tego nie wyjaśnił, niestety. Inna sprawa, że są wyznawcy teorii, którzy uważają, że prokuratorzy i nadzorcy boją się zadzierać z korporacjami, które stać na najlepszych prawników.

- Dlaczego zdecydował się Pan na napisanie książki i skąd jej tytuł WYROK?

Tak jak powiedziałem, ja zawsze chciałem zostać pisarzem. Czy już nim jestem, nie wiem? To się okaże po ocenach WYROKU i po mojej drugiej książce. Tytuł WYROK wydaje mi się właściwy, bo w tej książce, wszyscy wydają wyroki. Czasem słusznie, częściej nie. Wszyscy moi bohaterowie mają na sumieniu jakiś wyrok. To jest książka o tym, jakie konsekwencje mają nasze wybory i jak ważna jest prawda, dochodzenie do niej. Jak czasem może ona być złudna i jak nieoczekiwane potrafi przybrać oblicza. Chciałbym tą książką napiętnować łatwość ferowania wyroków.

- Ile czasu trwała praca nad książką?

Trzy miesiące pisałem książkę, która na końcu miała około 700 stron. Potem trzy miesiące skracałem ją do 400 stron. Maszynopis wysłałem do kilku wydawnictw, ale książkę jeszcze praktycznie do samego druku poprawiałem. Tak naprawdę czytania jest więcej niż te 400 stron, bo gdyby książka została złamana jak inne pozycje obecnie, to stron powinno być około 450-500. Ale podobno czyta się dobrze i szybko. Nie nudzi.

Czytaj też;

Wyrok - Mariusz Zielke wzorem sukcesu self-publishing w Polsce


- Jaka część bohatera książki, dziennikarza Jakuba Zimnego, to Pan, a jaka jest pisarską wyobraźnią?

- Cóż, wszyscy bohaterowie są wymyśleni. Zimny jest przystojny, wysoki, szczupły. Jeśli to ja, to sprzed 10 lat i po operacji plastycznej. Tak naprawdę kiedyś spotkałem dziennikarza, który był Zimnym. Wyglądał dokładnie tak, jak go opisałem, zajmował się trudnymi tematami, był ciekawą postacią. Ale był znacznie bardziej bezwzględny niż Zimny i chyba miał więcej czarnych plam w charakterze. Może nawet taka postać do mojej książki byłaby lepsza, ciekawsza dla czytelnika, jednak ja chciałem, żeby Zimny reprezentował dziennikarstwo takie, jakim powinno być. Odważne, szczere, prowadzone do końca, bezkompromisowe, co nie znaczy, że bez żadnych skaz i pomyłek. Każdy ma prawo się pomylić. Trzeba się tylko umieć przyznać do błędu.

- Pan się potrafi przyznać do błędu?

- Też mam z tym problem. Bo czasem błąd nie jest taki jednoznaczny. Czasem jakaś osoba czuje się opisana niesprawiedliwie, choć było uzasadnienie do takiego jej opisania. To jest właśnie problem z personalizowaniem tekstów. Czasem opisanie mechanizmu jest znaczne lepsze niż obarczanie odpowiedzialnością za nieprawidłowości konkretnych ludzi. Bo nimi też kierują różne motywy, których nie jesteśmy w stanie poznać i ocenić. Personalizacja to wyrok, nie zawsze sprawiedliwy.

- Jakub Zimny i Mikael Blomkvist mogliby pracować razem? Co obecnie by ich pochłaniało?

Myślę, że obaj chcieliby w Polsce stworzyć gazetę dla dziennikarzy tzw. śledczych. Ja nie lubię tego określenia, bo dziennikarstwo powinno polegać na dokładnej analizie tematu i jest śledcze z założenia. Dziennikarz śledczy to człowiek, który potrafi tygodniami przesiedzieć nad aktami w sądzie i dokumentami, a nie ten, co wypije flaszkę wódki z agentem WSI czy CBA, po czym napisze tekst opierając się na uzyskanych informacjach, często zmanipulowanych. Są w Polsce tacy dziennikarze śledczy, którzy piszą w takim pijanym widzie. Dla nich nie byłoby miejsca w naszym piśmie. Prasowe dziennikarstwo śledcze w Polsce umiera. Z całym szacunkiem dla części osób jeszcze je uprawiających, które cenię, to ich dni są policzone. Smutne, ale prawdziwe. Chyba że pojawi się ktoś taki jak w USA, kto założy polskie ProPublica.org, gdzie tego typu dziennikarstwo może być realizowane.

- Pana zdaniem rzeczywisty obraz polskiej finansjery jest równie mroczny, niebezpieczny i bezwględny co w Wyroku?

Chciwość jest dobra – tak w wielu przypadkach to wygląda. Niestety bezwzględność jest cechą wielu rekinów finansjery. Jednak nie wszyscy tacy są. Na tym rynku jest wielu ludzi porządnych, mądrych, którzy się z tym stanem rzeczy nie zgadzają, którzy omijają przestępców, nie wchodzą w układy, nie korzystają z okazji. WYROK pokazuje różne strony rynku finansowego. Oczywiście więcej bohaterów powieści jest złych, ale to nie znaczy, że nie ma dobrych. Tak samo jest wśród biznesmenów. Są przedsiębiorcy, za których oddałbym głowę, bo wierzę, że są do szpiku uczciwi i starają się zrobić coś dobrego dla kraju i dla pracowników. Jak wszędzie są dobrzy i źli. I są tacy, którzy poruszają się pomiędzy nimi, którzy raz wybierają dobro, a raz zło. Świat nie jest czarno-biały. Tak samo, jak moja książkowa fikcyjna rzeczywistość.

- NGI24 powołało do życia wydawnictwo. Czy przygotowywane tytuły będą obejmować podobną tematykę jak WYROK?

Tak. Nawet sobie wymyśliliśmy, że mamy na celu wprowadzenie nowego podgatunku – thrillera finansowego – czyli kilku książek sensacyjnych z rynkiem finansowym w tle. Poza kontynuacją WYROKU piszę teraz naprawdę czarny, pełnokrwisty kryminał. To będzie zupełnie inna książka od WYROKU. Pełna emocji, bardzo krwista, angażująca czytelnika, który albo mnie po jej lekturze pokocha, albo znienawidzi.

- Były problemy z publikacją Wyroku. W czym wydawcy widzieli największą przeszkodę?

Sam nie wiem. Dostawałem informację, że książka się podoba, czasem pozytywną recenzję, a potem informację, że jest ryzykowna prawnie dla wydawcy, że wydawcy nie chcą ryzykować wieloletnich procesów. Nie zgadzam się z tym, bo książka jest całkowicie fikcyjna, nie przedstawia żadnej prawdziwej postaci czy firmy, wszystkie są wymyślone. A co do tła społeczno-politycznego, to przecież nie można mi zabronić wykorzystywania jakiś doświadczeń z mojej działalności dziennikarskiej w pisaniu fikcyjnego kryminału. Mam nadzieję, że nikt na podstawie tej książki nie będzie oceniał prawdziwych osób czy firm, bo to byłoby nadużycie. Książka to fikcja, nie ma w niej prawdziwych osób.

- Pana powieść ukazała się w wersji elektronicznej. To świadomy zabieg?

Książka miała jednocześnie ukazać się elektronicznie i w papierze, ale ze względu na dopinanie dystrybucji zdecydowałem się najpierw „wypuścić” wersję elektroniczną. Książka powinna być dostępna w księgarniach na początku marca.

- Czyta Pan eBooki?

Hmm, politycznie byłoby powiedzieć: tak. Prawda jest taka, że wolę papier. Lubię zapach książki, lubię przewracać prawdziwe kartki. Ale uważam, że wersje elektroniczne są potrzebne, tak żeby był wybór, szczególnie dla młodzieży, która lubi używać nowinek. Myślę, że ebooki są perspektywiczne, że są przyszłością, ale mam też nadzieję, że tradycyjne książki nie znikną.

- Jakiego rodzaju książki należą do Pana ulubionych lektur?

Ja czytam bardzo różne książki. W młodości lubiłem jednocześnie czytać po trzy, cztery pozycje. Nudziła mi się fantastyka, przeskakiwałem na kryminał czy powieść ambitniejszą. Zawsze starałem się, żeby jedna z tych książek była literaturą poważną, żeby się czegoś nauczyć, bo rozrywka jest fajna, ale często pusta i banalna. Wtedy nie widziałem czegoś pomiędzy, książek takich jak Pielewina, Riewazowa, Tomka Tryzny, Głowackiego, Kosińskiego, Lehana, Zafona, Akunina, Nabokova, Hellera. Książek, które się po prostu pochłania, które są i ambitne, i nowatorskie, i świetnie napisane. Męczyłem się straszliwie z Dostojewskim, Proustem czy z Marquezem, którego potem pokochałem. Za to Mistrza i Małgorzatę od razu poczułem. Lepszej książki chyba nie czytałem. Dawniej bardzo lubiłem literaturę skandynawską, ale nie kryminały. W latach 80-tych pożyczałem książki z tej serii w niewielkiej bibliotece na moim osiedlu, jak leci i właściwie wszyscy pisarze mi się podobali. Potem wpadłem w powieści iberoamerykańskie i bałkańskie z podobnym skutkiem – oni świetnie piszą. Następnie miałem przerwę. Larsson przypomniał mi, jak doskonali są Szwedzi. A kilka lat temu bawił mnie niezmiernie Topor swoimi krótkimi opowieściami. Największe zaległości mam z polską literaturą, a parę ciekawych książek widziałem i muszę nadrobić.

- Czy uważa Pan, że Wyrok zmusi kreatorów politycznej i gospodarczej rzeczywistości do jakiejkolwiek refleksji?

Jestem naiwny, więc mam nadzieję. Po to tę książkę napisałem. Chciałbym, żeby ktoś się opamiętał i zrobił coś dla tego kraju. Żeby uprościł procedury, nie ścigał ludzi, którzy są przedsiębiorczy, ale łapał prawdziwych przestępców. Żeby doceniał biznes, ale też nie pozwalał żerować na nim pasożytom, którzy w obecnej rzeczywistości najlepiej się przystosowują. Dyskusja polityczna w Polsce jest na straszliwie niskim poziomie. Rozdrapywanie jakiś idiotycznych wypowiedzi jednego czy drugiego posła jest ważniejsze niż los 2,5 tys. oszukanych osób. Wałkuje się sztucznego członka, chlanie wódy i gusta porno, a nie poważną tematykę. Najgorsze jest to, że w to wszystko pozwala się wmanewrować wielu mądrych polityków, których ja bardzo cenię, którzy są prawdziwą elitą kraju, ale którzy tracą mój szacunek. Bo ja od nich oczekuję zmian, a nie zdolności przetrwania czy robienia hucpy, żeby pokazać, jakimi idiotami są polityczni przeciwnicy.


Czytaj:




2 komentarze:

  1. Gorący początek Tygodnia e-Książki. Bestsellerowy "Wyrok" Mariusza Zielke za jedyne 5 zł? Tak! Tylko w bezkartek.pl i tylko podczas Tygodnia E-książki 2011! Zapraszamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z recenzji "Wyroku"

    „Najlepszy Polski Kryminał”
    Joanna Wicher, Lubimyczytac.pl; 5/5

    „Bardzo dobrze napisana powieść”
    „Uważam Rze”

    „To nie może być prawda… Przecież Stieg Larsson nie żyje…”
    Krzysztof Maciejewski, Papierowe Myśli, 9/10

    „Napięcie wzrasta z każdą przeczytaną kartką. A finał zaskoczy wszystkich.”
    Dziennik „Nowiny”

    „"Wyrok" czyta się rewelacyjnie”
    Anna Marszałek, Dziennikarz Roku 2003

    „Trzeba powiedzieć wprost – od tej książki naprawdę nie można się oderwać”
    Paweł Bernacki, Portal Księgarski

    „Napisana kompetentnie, rzeczowo i porywająco”
    Marcin Przasnyski, Stockwatch

    „W tej książce tak naprawdÄ ™ wszystko jest zagadką”
    Piotr Murphy, Allarte

    „„Wyrok” ma to coś, co nie pozwala przejść obok książki obojętnie”
    Polskie Radio

    "(...) wprost nie mogłam oderwać się od lektury. Mocna, trzymająca w napięciu i zmuszająca do myślenia."
    toska82

    "...czytało się to tak dobrze. Zupełnie jak Larssona... mamy napięcie, zwroty akcji, ciekawe postaci. Dzieje się wiele a i finał jest mocarny. Warto sięgnąć po tę książkę"
    Mary (czytajodlewej), 4/5

    "Wyrok bez wątpienia otwiera czytelnikowi oczy i prowokuje do myślenia. Jest niepokojący i kontrowersyjny."
    Varia, 4/5

    "zachwycają liczni, ciekawie sportretowani bohaterowie, szereg fascynujących wątków oraz stopniowo budowane napięcie, działające jak narkotyk"
    Kreatywa, 8/10

    Zielke precyzyjnie ukazuje mechanizmy wiążące świat wielkiej finansjery, polityki i mediów”
    Pasja Książek

    „Zielke napisał książkę wciągającą, intrygującą i oryginalną”
    Book-erka

    Jaka jest Twoja opinia?

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga