WYDAWNICTWA CYFROWE ZAWSZE TAM,GDZIE TY

Wydawnictwa cyfrowe to rzeczywiście współczesna rewolucja.Subiektywny Blog poświęcony informacjom i nowościom publikacji elektronicznych pozwalającym zabieganym wykorzystywać maksymalnie czas bawiąc i ucząc,dają niewidomym i niedowidzącym nieograniczony dostęp do wiedzy oraz ograniczają degradacje naszego niepowtarzalnego środowiska.O tym wszystkim piszę.

kontakt ; wydawnictwacyfrowe@gmail.com





Szukaj na tym blogu

niedziela, 26 kwietnia 2009

Koniček / Kobyla Kopa (851 m.n.p.m.)

Koniček / Kobyla Kopa (851 m.n.p.m.)

Witaj na Koničku (lub na Kobylej Kopie, jak wolisz :-). To właśnie tutaj, 25 czerwca 1989 roku odbyło się ostatnie duże spotkanie przedstawicieli opozycji demokratycznej z Czechosłowacji z ich polskimi przyjaciółmi. Celowo używam eufemizmu, bo w trzy tygodnie po wyborach do „sejmu kontraktowego” trudno było rozstrzygnąć czy „my” to jeszcze „my”, czy już „oni” :-). Liczebność polskiej delegacji (trzy osoby plus trzech dziennikarzy) potwierdziła słuszność twierdzenia, że znacznie łatwiejsza jest solidarność bitych i więzionych niż rządzących. Być może ta właśnie myśl spowodowała, że na zdjęciu, wykonanym przez Heńka Prykiela z NAF Dementi, Vaclav Havel wygląda na szczególnie zafrasowanego. Wszak rok wcześniej Adam Michnik wieszczył mu posadę Głowy Państwa, a tu się okazało, że Adam poszedł w „deputaty” zamiast w… góry :-) a Vaclavovi wciąż bliżej do więzienia niż prezydentury.

Czarne myśli „Pierwszego Turysty” rozwiał dopiero entuzjazm Mirka Jasińskiego, który zaproponował zorganizowanie we Wrocławiu jesienią 1989 roku seminarium „Europa Środkowa. Kultura na rozdrożu – między totalitaryzmem a komercjalizmem”, któremu towarzyszyłby „Przegląd Czeskiej i Słowackiej Kultury Niezależnej”. Te słowa przywróciły pożądany klimat spotkania. Wszyscy uczestnicy skoncentrowali się na tym co zawsze było istotą funkcjonowania „Solidarności Polsko-Czechosłowackiej” – konkretnym zadaniu do wykonania. Miejsce przedsięwzięcia nie budziło wątpliwości. Wrocław – najbardziej czeskie z polskich miast, leżący od granicy w takiej samej odległości, jak Praga. SPCzS, która z racji swoich działań nie mogło być organizacja masową, zyskało znakomitego partnera do prac organizacyjnych w strukturach Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. W budynku głównym Uniwersytetu zorganizowano recepcję a najgodniejszym miejscem dla uczestników seminarium była Aula Leopoldina. Właśnie w „leopoldince” w trzy lata później Vaclav Havel, ponownie jako „osoba prywatna”, odbierał godność doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego a wspominając Seminarium i Festiwal zorganizowane w dniach 3 – 5 listopada 1989 roku nazwała je „uwerturą do aksamitnej rewolucji”. Wierzcie, że w tych ważnych dla Wrocławia słowach nie było przesady. Trzeba było w tych dniach być razem z tysiącami młodych Czechów i Słowaków, którzy mieli możliwość bezpośredniego kontaktu z emigracyjnymi twórcami i artystami. Trzeba było widzieć entuzjazm wrocławian, którzy zgłaszali się do organizatorów oferując swoje mieszkania dla naszych gości. Trzeba było widzieć wzruszenie i łzy rodzin, mających pierwszy od wielu lat bezpośredni kontakt z bliskimi, którzy wyemigrowali z Czechosłowacji. Za każdym razem, kiedy przechadzam się po hali Dworca Głównego przypominam sobie tę niepowtarzalną atmosferę z pierwszych dni listopada ostatniego roku komunizmu w naszej części Europy. Widzę te tysiące młodych ludzi, którzy przez te trzy wrocławskie dni poczuli się wolni a festiwalowe znaczki nosili przy kurtkach, tak we Wrocławiu, jak i w Pradze, Bratysławie, Brnie… To właśnie one w pierwszych dniach aksamitnej rewolucji były szczególnym powodem do dumy i stanowiły swoisty identyfikator awangardy przemian.

Te trzy listopadowe dni były równie wielkim przeżyciem, jak dla naszych gości, tak i dla nas. Nikt z organizatorów nie był nawet w stanie policzyć ile osób zza południowej granicy przewinęło się wtedy przez Wrocław. Znacznie łatwiej jest podać liczbę tych, którzy zostali zawróceni z granicy. Wystarczy tylko odnaleźć… stosowne raporty w archiwach MSW Republiki Czeskiej i Słowacji :-)

Po dziesięciu latach zorganizowaliśmy we Wrocławiu Festiwal Kultury Czeskiej. Wiedzieliśmy, że atmosfery sprzed dekady nie da się powtórzyć, ale naprawdę cieszyła nas obecność czołówki czeskich wykonawców, kilkuset młodych fanów i zainteresowanie ze strony mediów, których redaktorzy mogli się przekonać, że Wrocław faktycznie jest najbardziej czeskim z polskich miast. A my mieliśmy to szczęście, że mogliśmy wysłuchać The Plastik People of The Universe. Jeszcze z Milanem Hlavsou

Wasz przewodnik Mietek Dučin Piotrowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga